W Chełmie nie doczekano się bramek. Biało-zieloni, którzy liczyli na czwartą ligową wygraną z rzędu, tym razem musieli zadowolić się tylko jednym punktem. Wisłoka Dębica po raz kolejny potwierdziła, że na obcych boiskach czuje się wyjątkowo pewnie i potrafi utrzymać wysoki poziom gry.
Chełmianka podchodziła do meczu jako wyraźny faworyt. Seria trzech triumfów, rosnąca forma oraz minimalna strata do lidera po 16 kolejkach sugerowały, że drużyna Ireneusza Pietrzykowskiego znajduje się w idealnym momencie sezonu. Jednocześnie trudno było lekceważyć przeciwnika. Wisłoka w całych rozgrywkach nie przegrała jeszcze meczu wyjazdowego, imponując organizacją gry, dyscypliną i skutecznymi kontrami. Wydawało się jednak, że rozpędzona Chełmianka może być pierwszą ekipą, która znajdzie sposób na tak ustawioną defensywę. Ostatecznie kibice oglądali bezbramkowy remis.
W pierwszej połowie w grze Chełmianki dominowała ostrożność — momentami aż nadmierna — wynikająca z obawy przed kontratakami. Wisłoka ustawiała się w średnim i niskim pressingu, czekając na błąd gospodarzy, a Chełmianka prowadziła grę, lecz w dość przewidywalnym tempie. Oddawane strzały były niegroźne, a bramkarz gości nie miał większych problemów z ich zatrzymaniem.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli przyjezdni. Po jednej z akcji Wisłoki piłkę sprzed linii bramkowej wybił obrońca Chełmianki, ratując zespół przed utratą gola. Była to najlepsza okazja gości w całym meczu. Od tego momentu obraz gry zaczął się jednak zmieniać. Chełmianka wreszcie podniosła intensywność, zaczęła grać dynamiczniej i z większą liczbą zawodników angażować się w działania ofensywne. Wahadłowi podnosili pozycje, szeroko rozciągając obronę Wisłoki, co zwiększało przestrzeń między formacjami rywali i pozwalało środkowym pomocnikom oraz napastnikom częściej atakować wolne sektory boiska.
Po tych zmianach biało-zieloni zaczęli wreszcie dochodzić do sytuacji. Najbliżej trafienia był rezerwowy Paweł Tomczyk, który w końcówce dwukrotnie mógł otworzyć wynik, ale w obu przypadkach arbiter dopatrzył się spalonego. Wisłoka w obronie momentami broniła się już bardzo desperacko, lecz skutecznie, a jej bramkarz kilkukrotnie popisał się pewnymi interwencjami. Mimo rosnącej przewagi i pełnej dominacji w ostatnich minutach, Chełmianka ostatecznie nie zdołała znaleźć sposobu na przełamanie defensywy gości.
Chełmianka – Wisłoka 0:0
Chełmianka: Wilk – Adamski, M. Cichocki, Derkacz, P. Cichocki, Grączewski (46. Urban), Kobiałka (46. Mydlarz), Krawczun (88 Branecki), Banaszewski (80. Baidoo), Korbecki, Kiebzak (70. Tomczyk).
Wisłoka: Sokół – Czernysz, Paśko, Bogacz, Wollny, Bator, Fedan, Kieraś (83. Pranica), Feret (62. Panasiuk), Kulon (90. Pereira), Kupidura (62. Maik).