Jakub Kuzdra, wahadłowy Chełmianki Chełm, to dziś wspólnie z Pawłem Tomczykiem najlepszy strzelec biało-zielonych. Z zawodnikiem porozmawialiśmy zarówno o jego wysokiej skuteczności pod bramką rywala, jak i wielu innych aspektach związanych z występami w ekipie z Niedźwiedziego Grodu.
Kuba, za Wami mecz derbowy z Hetmanem. Do zwycięstwa zabrakło naprawdę niewiele. Jak oceniasz to spotkanie z perspektywy boiska?
Odczuwam dość duży niedosyt. Po bramce na 2:1 przejęliśmy większą inicjatywę nad spotkaniem, zaczęliśmy utrzymywać się dłużej przy piłce. Niestety, przydarzył się błąd, Hetman złapał wiatr w żagle... Szkoda tego wyniku, bo na pewno - zarówno ja, jak i koledzy - chcieliśmy wygrać. Czułem - tak typowo z boiska - że jesteśmy lepsi. Natomiast patrząc ogólnie, na przebieg całego meczu, remis wydaje się jednak sprawiedliwy.
Trafiłeś do Chełmianki w minionej rundzie i od razu pokazałeś, że – wbrew temu, co mogło się wydawać – jednym z Twoich największych atutów jest bramkostrzelność. Teraz również masz na koncie już 5 bramek. Skąd u Ciebie taka łatwość w odnajdywaniu się pod bramką rywala, zwłaszcza, że – przynajmniej nominalnie – występujesz na pozycji wahadłowego?
Przede wszystkim dobrze czuję się w zespole. Jesteśmy drużyną, która gra ofensywnie i kadrowo jest jedną z najlepszych ekip w tej lidze. Kreujemy sporo sytuacji, a to z kolei przekłada się na moją skuteczność. Tak jak wspomniałem, bardzo dobrze czuje się w Chełmiance, stąd i moja pewność siebie jest dużo wyższa. Mam nadzieję, że nie poprzestanę na tych trafieniach i strzelę jeszcze więcej bramek, a to z kolei przełoży się na awans klubu do drugiej ligi. W moich poprzednich klubach wyglądało to trochę inaczej, bo nie były to zespoły, które dominowały w rozgrywkach. Występowałem zazwyczaj na prawej obronie lub na "szóstce" - w dawnych czasach. Graliśmy w innym systemie taktycznym, przez to grało się inaczej i nie miałem tylu okazji do strzelania bramek. W Chełmie złapałem pewność siebie, dobrze czuję się na pozycji wahadłowego, bo zawsze ciągnęło mnie do przodu. Mam więc nadzieję - tak jak wspominałem - że przyniesie to jeszcze dużo dobrego dla drużyny.
W pierwszych siedmiu kolejkach wygraliście wszystko, później przyszły remisy z Siarką i KSZO, następnie zwycięstwo z Podlasiem i remis w Zamościu. Czujesz, że przeciwnicy zaczęli już inaczej podchodzić do meczów z Chełmianką jako liderem?
Z perspektywy tych siedmiu spotkań widać, że zarówno nasza ofensywa, jak i defensywa była przede wszystkim bardzo skuteczna. Traciliśmy bardzo mało bramek, przy tym sporo strzelając. Patrząc okiem kibica - te ostatnie wyniki, czyli trzy remisy - mogą być rzecz jasna niezadowalające. Mamy jednak świadomość tego, że nikt przed nami się "nie położy" i pewnie jeszcze nie jeden raz zgubimy punkty. Warto jednak zauważyć, że nie mamy na koncie ani jednej porażki i z tego trzeba się cieszyć. Dalej mamy przewagę nad pozostałymi zespołami. Wiadomo, że przed nami zarówno mecze cięższe, jak i te lżejsze. Jakby przed sezonem ktoś powiedział mi, że do tej kolejki ani razu nie przegramy i będziemy mieli taki zapas punktowy, to brałbym to w ciemno. Musimy dalej robić swoje, walczyć i grać tak, jak gramy. Na tym się skupiamy.
Masz za sobą Ekstraklasę i ponad sto spotkań na poziomie I ligi. Na ile to doświadczenie pomaga Ci dziś w Chełmiance – nie tylko na boisku, ale też w szatni, w której jest sporo młodszych zawodników?
Fakt - uzbierałem trochę tych spotkań na wyższych szczeblach czy to w Ekstraklasie, czy w pierwszej lidze. W Chełmie trafiłem do naprawdę fajnej szatni, gdzie jest bardzo dobra atmosfera i złapałem dobry kontakt np. z Maćkiem Jabłońskim czy innymi młodszymi chłopakami. Jak im pomagam? Podchodzę do tego w ten sposób, że nigdy ich nie karcę, ponieważ zdaję sobie sprawę, iż każdy popełnia błędy. Czują ode mnie luz, a to z kolei - takie odnoszę wrażenie - działa pozytywnie na nich. Wiedzą, że mają we mnie wsparcie, ale w tych cięższych chwilach mogą liczyć również na uśmiech i dużo pozytywów. Tak do tego podchodzę. Jasne, czasem coś podpowiem, ale wiadomo, że tutaj dominującą rolę mają trenerzy. Ja zawsze staram się im doradzać, by po błędach czy niepowodzeniach po prostu się nie załamywali, bo zdarza się to każdemu - bez względu na wiek i doświadczenie. Nie możesz jednostkowo brać na siebie całej odpowiedzialności, bo na końcu wygrywa i przegrywa cała drużyna.
Przed Wami Star Starachowice, z którym wiosną wygraliście przy Ceramicznej 5:2, a Ty również wpisałeś się wtedy na listę strzelców. Takie poprzednie spotkanie ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie, czy w nowym sezonie to już zupełnie inny mecz?
Star na pewno przyjedzie do Chełma po to, by zgarnąć trzy punkty. Myślę, że nie będzie to taki mecz, jak ten, o którym wspominasz. Wtedy była to końcówka sezonu i siłą rzeczy to spotkanie nie miało takiego ciężaru. Ten sezon zaczęli słabo, ale ostatnio zaczęli się podnosić i grać coraz lepiej. Myślę więc, że nie będzie to łatwy mecz. Z mojej perspektywy wygląda to jednak tak, że chciałbym, abyśmy wygrywali z każdym, ponieważ uważam, że mamy ku temu wszelkie predyspozycje. Nie możemy mieć obaw przed żadnym rywalem.
Na koniec - jest coś, czym III liga zaskoczyła Cię po latach gry wyżej?
Liga szczególnie mnie nie zaskoczyła, ponieważ cały czas ją śledziłem. Oglądałem dużo spotkań grupy IV, bo pochodzę z Małopolski i zwyczajnie się nią interesowałem. Kiedy zaczynałem swoje występy na tym poziomie, bodajże 12 lat temu i patrzę na to teraz, to na pewno mocno do przodu poszła infrastruktura oraz cała otoczka. Poziom staje się zbliżony do poziomu centralnego. Gdy patrzę więc na te rozgrywki jako całość, biorąc pod uwagę perspektywę czasową, widzę jednak, że wszystko idzie do przodu. Większość klubów ma zorganizowane grupy kibicowskie, drużyny stają się profesjonalne - zaczyna to wyglądać naprawdę ciekawie.
Rozmawiał Damian Zieliński.