– Wygrała drużyna, która w swoim składzie miała więcej doświadczonych zawodników – tak w skrócie środowy mecz podsumował prof. Wojciech Filipiak, właściciel Cracovii. Ale nie tylko rutyna wzięła górę, bo piłkarze Chełmianki do samego końca wierzyli, że z pięknego ośrodka krakowskiego klubu w Rącznej wywiozą trzy punkty i cały czas dążyli do tego, by osiągnąć cel. Wiara czasami czyni cuda…

Sukces dała akcja młodzieżowców dosłownie w ostatnich sekundach spotkania, bo dobiegała ostatnia minuta doliczonego czasu gry. Wprowadzony w samej końcówce na boisko Hubert Giletycz dostał świetne podanie od Dawida Brzozowskiego i niczym rutyniarz ze stoickim spokojem posłał piłkę do siatki. Sędzia uznał gola i odgwizdał koniec zawodów. Gospodarzom nie dał nawet możliwości rozpoczęcia gry od środka.

Chełmianka źle jednak weszła w mecz. Przez pierwsze 10 minut trudno było jej przedrzeć się przez dobrze zorganizowaną w grze defensywnej drużynę gospodarzy. Na domiar złego w 9 min. podopieczni Tomasza Złomańczuka stracili gola. Po rzucie rożnym Michał Wołos wybił piłkę do boku. Ta trafiła pod nogi jednego z zawodników Cracovii, który zdecydował się na jej krótkie rozegranie z Patrykiem Zauchą. Piłkarz gospodarzy wbiegł z nią w pole karne jak w masło i skierował futbolówkę w długi róg bramki Sebastiana Ciołka. Golkiper Chełmianki nie dał rady jej sięgnąć i miejscowi wyszli na prowadzenie.

Odpowiedzią Chełmianki na utratę gola były dwie próby uderzeń z dystansu. Najpierw Tomasz Brzyski strzelał z 25 m, ale obok bramki, a kilka minut później na strzał z półobrotu zdecydował się Hubert Kotowicz. Piłka uderzyła obrońcę Cracovii w rękę, lecz sędzia nie dopatrzył się przewinienia. Cała sytuacja miała już miejsce w polu karnym. Chełmianka z każdą minutą uzyskiwała optyczną przewagę. Gospodarze natomiast bronili dostępu do własnej bramki i czekali na okazje do kontrataku. W 22 min. pod bramką Ciołka znów zrobiło się bardzo groźnie i gdyby nie ofiarna interwencja w ostatniej chwili Brzozowskiego, nie wiadomo, jaki byłby finał tej akcji. W rewanżu po szybkiej kontrze rzut rożny wywalczył Piotr Kożuchowski. Po dośrodkowaniu z rogu z powietrza z 17 m huknął Krystian Wójcik, ale piłka odbiła się od słupka. Chełmianka przyspieszyła tempo swoich akcji, gra zaczęła się kleić i gospodarze mieli coraz więcej problemów w obronie. W 28 min. w stuprocentowej sytuacji znalazł się Michał Grądz. Dostał świetne podanie od Wójcika i przez nikogo nieatakowany spudłował z 7 metrów. Jeszcze lepszą okazję w 41 min. zaprzepaścił Kotowicz, który odebrał piłkę rywalowi i w sytuacji sam na sam z bramkarzem rezerw Cracovii zamiast strzelać, niepotrzebnie zagrywał do Wójcika. W dodatku podał piłkę za plecy swojego kolegi i defensorzy Cracovii zażegnali niebezpieczeństwo. Pierwszą połowę zakończył groźny strzał Brzyskiego z 18 m, po którym golkiper miejscowych wybił futbolówkę za linię bramkową.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Stroną atakującą w dalszym ciągu była dążąca do wyrównania Chełmianka. W 48 min. kolejną kontrowersyjną decyzją podjął arbiter główny Adam Jamka. Piłka znów uderzyła w rękę obrońcy Cracovii w polu karnym, ale sędzia gry nie przerwał. Jeszcze większą gafę arbiter popełnił w 65 min., kiedy to jeden z zawodników gospodarzy w szesnastce, niczym zapaśnik, powalił na murawę Brzozowskiego. Wreszcie w 69 min. chełmianie dopięli swego. Zaczęło się od wywalczonej przez Brzozowskiego piłki. Ta później wędrowała jak po sznurku. Brzyski zagrał do Wójcika, ten do Kożuchowskiego, aż w końcu wysokiej jakości dośrodkowaniem popisał się rozgrywający kolejne udane spotkanie Grądz. Wrzucił miękko piłkę w pole karne, a Kotowicz, mimo asysty obrońcy, popisał się ładnym strzałem głową i pokonał bramkarza Cracovii. Tym samym zrehabilitował się za niewykorzystaną „setkę” tuż przed przerwą. Chełmianka uwierzyła w zwycięstwo. Zaatakowała z jeszcze większym animuszem. W 75 min. po wrzutce Brzyskiego, ustawiony tyłem do bramki Paweł Myśliwiecki oddał strzał głową, ale piłka o centymetry minęła prawy słupek. Podopieczni trenera Złomańczuka musieli jednak uważać też na groźne kontry przeciwnika. Pod bramką Ciołka dwukrotnie zrobiło się gorąco, na szczęście zawodnicy gospodarzy mieli źle ustawione celowniki. „Pasy” miały też kilka stałych fragmentów gry, ale defensywa gości nie dała się zaskoczyć. W samej końcówce Chełmianka miała aż trzy bardzo dobre okazje do zdobycia gola. Najpierw w 89 min. w świetnej sytuacji znalazł się Myśliwiecki, lecz posłał piłkę obok słupka. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Brzyski wypatrzył Myśliwieckiego i rzucił mu futbolówkę na wolne pole. Napastnik gości w sytuacji sam na sam strzelił jednak prosto w bramkarza. Kilkadziesiąt sekund później znów Brzyski dośrodkował w pole karne, a tam główkował Brzozowski, lecz i jemu nie udało się skierować piłki do siatki. Mecz dobiegał końca. Zostało kilkanaście sekund. Piłkę na swojej połowie głową zbił Łukasz Mazurek. Przejął ją Brzozowski i natychmiast zagrał na prawą stronę do Dawida Skoczylasa. Skrzydłowy Chełmianki odegrał ją do biegnącego pod bramkę rywala Brzozowskiego. 18-latek, który w Krakowie zanotował kolejny udany występ, zauważył na lewej stronie niepilnowanego Giletycza. Pozyskany z Lublinianki 20-latek przyjął futbolówkę, przymierzył i skierował ją w długi róg bramki przeciwnika. Po chwili utonął w objęciach wszystkich piłkarzy i sztabu szkoleniowego Chełmianki.

CRACOVIA II – ChKS CHEŁMIANKA 1:2 (1:0)

1:0 – Zaucha (9), 1:1 – Kotowicz (69), 1:2 – Giletycz (90+4).

ChKS: Ciołek – Brzozowski, Wołos, Mazurek, Kożuchowski, Skoczylas, Brzyski, Bednara (46 Myśliwiecki), Grądz (86 Giletycz), Wójcik, Kotowicz (80 Wawryszczuk).