Z tej mąki będzie chleb

Ruszyła piłkarska wiosna. I choć Chełmianka na inaugurację straciła komplet punktów w Nowym Targu, pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Do ostatniej minuty podopieczni Artura Bożyka wierzyli w korzystny wynik. W doliczonym czasie goście mieli piłkę meczową, ale Damian Szpak z 5 metrów posłał futbolówkę tuż nad poprzeczką.
Na najdłuższy wyjazd w całym sezonie, bo Nowy Targ jest oddalony od Chełma o prawie 500 km, Chełmianka udała się już dzień przed spotkaniem. Było to możliwe dzięki firmie „Kamaz” Polska, która sfinansowała pobyt piłkarzy pod Tatrami, za co cały klub serdecznie dziękuje.
Podhale zimą straciło kilku czołowych zawodników, ale też dokonało wzmocnień, pozyskując m.in. trzech Słowaków, w tym bocznego obrońcę 31-letniego Martina Barana, który w 2015 roku z Jagiellonią Białystok zdobył brązowy medal w ekstraklasie piłkarskiej.
To był czwarty pojedynek chełmskiej drużyny z Podhalem. Do tej pory Chełmianka odniosła dwa zwycięstwa, w ubiegłym roku 3:0 wiosną w Nowym Targu i 2:1 w Chełmie, i doznała jednej porażki 0:2 jesienią 2017 roku na własnym stadionie. Wszystkie te mecze miały zacięty przebieg. Nie inaczej było też w sobotę w Nowym Targu. Faworyzowani gospodarze, których celem jest walka o czołowe miejsca w ligowej tabeli, a może i awans, do ostatniego gwizdka sędziego drżeli o wynik.
Podhale w pierwszej połowie nieco częściej przebywało w posiadaniu piłki, ale Chełmianka była dobrze zorganizowana w defensywie i gospodarze nie potrafili narzucić swojego stylu gry. Zespół z Chełma po odzyskaniu piłek przechodził do szybkich ataków skrzydłami. Akcje zazębiały się, ale do pola karnego. W samej szesnastce brakowało natomiast dobrego pomysłu na zaskoczenie obrony Podhala. W kilku sytuacjach zaszwankowało też zgranie, trzy razy na minimalnym spalonym pod bramką rywala został złapany Damian Szpak, nie było strzałów z dystansu, a szkoda, bo o takie próby mogli pokusić się Paweł Uliczny i Patryk Czułowski. W pierwszej połowie padał deszcz, sztuczna nawierzchnia była śliska i futbolówka mogła sprawić bramkarzowi gospodarzy problemy. Jedyny strzał zza pola karnego oddał Michał Efir, ale piłka minęła lewy słupek bramki. Krótko mówiąc, Chełmianka do przerwy zagrała tak, jak chciał tego trener Artur Bożyk, a do szczęścia zabrakło jedynie finalizacji akcji. Podhale w tej części gry dwukrotnie poważnie zagroziło bramce Damiana Drzewieckiego. W obu sytuacjach świetnie bronił chełmski bramkarz. W 26 min. nie dał pokonać się Arturowi Pląskowskiemu, 10 minut później uderzał Marek Mizia, a Drzewiecki w znakomitym stylu odbił piłkę.
Po zmianie stron pierwsza okazję do zdobycia gola miała Chełmianka. W ciągu dwóch minut goście stworzyli dwie sytuacje. W 49 min. po indywidualnej akcji Szpak wbiegł z piłką w pole karne, ale zabrakło mu zimnej krwi i boiskowego cwaniactwa, by zakończyć ją celnym strzałem. Mógł nawet wypracować jedenastkę, gdyż obrońca Podhala faulował napastnika Chełmianki już w obrębie szesnastki, lecz ten utrzymał się przy piłce. Minutę później po kolejnej kontrze Uliczny zamiast uderzać na bramkę z prawej nogi, zagrał wzdłuż linii bramkowej do wbiegającego Szpaka, a ten nie trafił w piłkę. Potem w roli głównej wystąpił pomocnik Podhala – Mizia. W 58 min. uciekł chełmskim obrońcom prawą stroną boiska, strzelił z 18 metrów płasko po ziemi, ale na szczęście dla chełmian tuż obok słupka. Minutę później wykorzystał fakt, że Norbert Pioś nie zdążył wrócić do obrony, a Piotr Chodziutko spóźnił się z interwencją, i też po przebiegnięciu z piłką 30 metrów uderzył w długi róg już nie do obrony. Na utratę gola trener Bożyk zareagował natychmiast. Dokonał dwóch zmian, wprowadzając ofensywnych graczy. Chełmianka ruszyła odrabiać straty, ale podobnie jak w pierwszej połowie, miała problem z dokładnym podaniem otwierającym drogę do bramki. Goście do samego końca wierzyli jednak w korzystny wynik. W ostatnim kwadransie zepchnęli przeciwnika do obrony. W doliczonym czasie gry do przodu trener Bożyk przesunął wysokiego Chodziutko. To właśnie on w polu karnym Podhala, po wrzutce z rzutu wolnego, zgrał piłkę głową i przed szansą na zdobycie gola najpierw stanął Hubert Kotowicz, ale ostatecznie futbolówkę na piątym metrze przejął Szpak, odwrócił się i uderzył na bramkę, jednak tuż nad poprzeczką. To była piłka meczowa. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec zawodów.
Walka do końca i zaangażowanie zawodników Chełmianki w grę przez cały mecz to mimo wszystko dobre prognostyki przed kolejnymi spotkaniami. Widać było, że z tej mąki będzie chleb. Podopieczni Artura Bożyka odpalą, to tylko kwestia czasu. Należy też pamiętać, że w Nowym Targu za kartki pauzował podstawowy obrońca Chełmianki, Rafał Kursa, który nieraz już pokazał, że jest też groźny pod bramką rywala przy stałych fragmentach. Z powodu urazów nie zagrali również najlepszy strzelec drużyny Mateusz Kompanicki i defensywny pomocnik, Paweł Jabkowski. Kursa będzie gotowy do gry już na najbliższy mecz z Wólczanką, „Kompan” z kolei najprawdopodobniej zagra albo z Wiślanami Jaśkowice, albo w czwartej kolejce przeciwko Orlętom Radzyń Podlaski. Jabkowskiego czeka nieco dłuższa pauza. Jedno jest pewne, w najbliższą sobotę 16 marca o 14.00 warto wybrać się na stadion miejski w Chełmie i na żywo obejrzeć grę Chełmianki przeciwko Wólczance.

PODHALE NOWY TARG – ChKS CHEŁMIANKA CHEŁM 1:0 (0:0)
Gola zdobył Marek Mizia w 60 min.
PODHALE: Szukała – Drobnak, Baran, Bedronka, Tonia, Mizia (78 Barbus), Dynarek, Mianowany (82 Lewiński), Potoniec (78 Kobylarczyk), Hruska (90 Łukaszczyk), Pląskowski.
ChKS: Drzewiecki – Kwiatkowski, J. Niewęgłowski, Chodziutko, Kotowicz, Uliczny, Czułowski, Pioś (62 Koszel), Kocoł, Efir (67 Zawiślak), Szpak.
Sędziował: Jakub Pieron z Kielc. Żółte kartki: Szukała (P), Efir (C). Widzów – 150.