Walczyli, nie dali rady

W ligowym starciu z Motorem na Arenie Lublin Chełmianka dotąd nie zdobyła nawet punktu. Nie mniej jednak wszystkie dotychczasowe mecze między tymi zespołami były zacięte, a o wygranej gospodarzy najczęściej decydowały detale, jak chociażby w ubiegłym sezonie, kiedy to sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki dla chełmskiej drużyny.

W sobotniej konfrontacji Motor w pierwszej połowie był o niebo lepszy, w drugiej zaś Chełmianka starała się prowadzić równorzędną walkę, długimi fragmentami miała nawet lekką przewagę, której niestety, nie potrafiła udokumentować bramkami.

W pierwszych 45 minutach piłkarze Chełmianki musieli uznać wyższość rywala, choć nie wiadomo, jak potoczyłby się ten pojedynek, gdyby w 5 min. Hubert Kotowicz przy szybkim kontrataku zachował się jak rasowy napastnik. Piłkę obrońcom gospodarzy zabrał Krzysztof Zawiślak, zagrał na 35 metr do Kotowicza, który w pojedynku jeden na jeden z defensorem Motoru stracił głowę. Z każdą minutą przewaga miejscowych rosła i w pierwszym kwadransie lublinianie wypracowali sobie dwie świetne okazje strzeleckie. Obie akcje poszły prawym chełmskim skrzydłem, gdzie brylował doświadczony Tomasz Brzyski. W obu przypadkach piłka została zagrana wzdłuż bramki, ale na szczęście dla gości nie było nikogo, kto mógł ją wepchnąć do siatki. Groźnie na bramkę Damiana Drzewieckiego strzelał również Konrad Nowak i Michał Paluch. Raz nawet słupek uratował podopiecznych Artura Bożyka przed utratą gola. Chełmianka odpowiedziała tylko dwoma niecelnymi strzałami Mateusza Kompanickiego. Po przechwycie piłki bardzo szybko ją traciła, na skutek dużej niedokładności w grze. W 36 min. po akcji Michała Wołosa i zagraniu do Palucha, napastnik Motoru, mimo asysty obrońcy, kopnął piłkę po ziemi tuż przy słupku, a ta zaskoczyła Drzewieckiego i wpadła do siatki. Mało kto się spodziewał, że po takim zagraniu Motor strzeli gola.

W drugiej części gry Chełmianka ruszyła do przodu. Dużo chęci do gry wykazywał wprowadzony za niewidocznego Zawiślaka Michał Budzyński. W 48 min. powinno być 1:1. Kompanicki dostał piłkę w polu karnym i zamiast przyjąć ją, przymierzyć i uderzyć, bo był niepilnowany, miał dużo wolnego miejsca, zdecydował się na natychmiastowy strzał, po którym futbolówka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Chełmianie szukali swoich okazji, ale podobnie jak w poprzednich meczach znów zabrakło dobrych decyzji pod bramką przeciwnika. Sytuacje strzeleckie, może nie 100-procentowe, były, lecz zawodziła skuteczność. Motor z kolei nastawił się na kontrataki i kilka razy poważnie zagroził Drzewieckiemu. Najczęściej chełmskiego bramkarza niepokoił Paluch, choć też szansę na gola miał Dawid Pożak. W doliczonym czasie wprowadzony wcześniej na boisko Szymon Rak po indywidualnej akcji i ograniu Jakuba Niewęgłowskiego oraz Rafała Kursy sprytnie umieścił piłkę w siatce, ustalając wynik meczu. Zaangażowania i walki podopiecznym trenera Bożyka odmówić nie można. Ale bez goli, trudno o jakiekolwiek punkty…

W sobotę 3 listopada o 14.00 Chełmianka na stadionie miejskim w Chełmie zmierzy się z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

 

MOTOR LUBLIN – ChKS CHEŁMIANKA 2:0 (1:0)

1:0 – Paluch (36)

2:0 – Rak (90+2)

MOTOR: Olszewski – Kraśniewski, Ranko, Majewski, Wołos, Brzyski, Cichocki (90 Sz. Kamiński), Gałecki, Nowak (87 Darmochwał), Pożak (75 D. Kamiński), Paluch (80 Rak).

ChKS: Drzewiecki – Koszel, Kursa, J. Niewęgłowski, Myszka, Kompanicki, Jabkowski, Uliczny, Kocoł, Kotowicz, Zawiślak (46 Budzyński).

Sędziował: Konrad Tomczyk (Jarosław).

Żółte kartki: Wołos (M), Kotowicz, Myszka (C).

Widzów: 2831 (około 250 z Chełma).