Na boisku w Żmudzi rządzili nie piłkarze, a silnie wiejący wiatr, który mocno przeszkadzał w grze i dał się we znaki nie tylko zawodnikom, ale i kibicom. Mimo tak trudnych warunków Chełmianka zdołała odnieść minimalne zwycięstwo, trzeba przyznać, że dość szczęśliwe, bo Victoria miała swoje sytuacje i gdyby nie bardzo dobra postawa bramkarza Damiana Drzewieckiego, lider tabeli IV ligi nie wyjechałby ze Żmudzi z kompletem punktów.

– Takie mecze też trzeba umieć wygrywać i my dziś to uczyniliśmy – krótko skomentował mecz drugi trener Chełmianki, Dariusz Banaszuk. W pierwszej połowie wiatr był sprzymierzeńcem podopiecznych Artura Bożyka, którzy przed rozpoczęciem pojedynku dowiedzieli się o remisie Hetmana Zamość w Hrubieszowie. Pierwsi stuprocentową okazję do zdobycia gola stworzyli sobie jednak gospodarze. Po stracie piłki w środku pola przez chełmski zespół i szybkim kontrataku w dogodnych sytuacjach znaleźli się najpierw Jurij Furta, a za chwilę Dominik Struk. W obu przypadkach do gości uśmiechnęło się jednak szczęście. Chełmianka prowadziła grę, częściej przebywała na połowie przeciwnika, ale dopiero w 17 min. po raz pierwszy poważnie zagroziła bramce Damiana Wasyniuka. W idealnej sytuacji znalazł się Aleksiej Prytuliak, jednak z kilku metrów przestrzelił. W 26 min. z prawej strony obrońcom Victorii uciekł Przemysław Banaszak, który znalazł się w sytuacji oko w oko z Wasyniukiem, lecz pojedynek przegrał. Wreszcie nadeszła 33 min. gry. Banaszak dośrodkował w pole karne, a piłka spadła pod nogi Prytuliaka. Najlepszy strzelec Chełmianki, mimo że miał obok siebie dwóch obrońców, pewnym strzałem z 8 metrów pokonał Wasyniuka. Wydawało się, że kolejne gole dla chełmian to tylko kwestia czasu. Niestety, tak nie było.

W drugiej połowie role na boisku odwróciły się. Lepiej zagrała Victoria, która wykorzystała wiejący wiatr i częściej zaczęła zagrażać bramce Drzewieckiego. Obrona Chełmianki zaczęła się gubić. W 62 min. po rzucie rożnym akcję przy lewym słupku zamykał Tomasz Pogorzelec. Uderzył piłkę głową, ale Drzewiecki cudem zdołał obronić. Kolejną świetną okazję do wyrównania w 80 min. miał Damian Ścibior. Strzelił z kilku metrów, lecz zbyt lekko i bramkarz gości złapał piłkę. Im bliżej końca spotkania, tym Victoria była coraz groźniejsza. Na szczęście dla Chełmianki nie wykorzystała żadnej z wypracowanych okazji. W samej końcówce kropkę nad „i” mógł postawić Mateusz Kompanicki, który przechwycił piłkę zagraną do bramkarza, lecz trafił prosto w rywala.

Z przebiegu meczu Victorii remis się należał, jednak w piłce nożnej punktów za „wrażenie artystyczne” nie ma. Chełmianka strzeliła jednego gola i prowadzenie utrzymała do ostatniego gwizdka sędziego. Ponieważ najgroźniejszy rywal podopiecznych trenera Bożyka Hetman Zamość stracił dwa punkty w Hrubieszowie, chełmscy piłkarze mają obecnie cztery punkty przewagi i do rozegrania zaległy mecz w Kocku.

W najbliższy weekend chełmski zespół w niedzielę 26 marca o 15.00 u siebie zagra z Unią Hrubieszów (bez udziału kibiców gości), a Victoria zmierzy się na wyjeździe z Polesiem Kock.