Szczęście było z Chełmianką

Szlagier 9. kolejki piłkarskiej III ligi przyciągnął na trybuny ponad 800 widzów. Chełmianka w ligowym meczu z Wisłą Puławy u siebie dawno nie przegrała, choć ostatnie spotkanie o punkty obie drużyny rozegrały osiem lat temu w III lidze. Wówczas górą byli chełmianie zwyciężając 4:2. Tradycji stało się zadość i trzy punkty znów zostały w Chełmie. Gola na wagę zwycięstwa zdobył Mateusz Kompanicki, który tym samym strzelił dziewiątą bramkę w tym sezonie. 

Wisła Puławy, po porażce tydzień temu ze Stalą Rzeszów, wiadomo było, że zaatakuje od pierwszego gwizdka sędziego. I tak też było. Goście od razu starali się przejąć inicjatywę nad meczem. Byli częściej w posiadaniu piłki, ale z ich optycznej przewagi niewiele wynikało. Głównie dlatego, że gospodarze bardzo uważnie grali w defensywie. Cały blok obronny chełmskiej drużyny rozumiał się znakomicie i nie popełniał błędów, które mogłyby kosztować utratę gola. Po kwadransie gry coraz śmielej zaczęła atakować Chełmianka. W 23 min. na 25 metrze od bramki gości sędzia odgwizdał faul na Pawle Ulicznym. Piłkę ustawił sobie Kompanicki, uderzył technicznie, a przy tym bardzo precyzyjnie i ta wpadła do siatki przy prawym słupku. W 28 min. mogło być 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka spadła na nogę Norberta Myszki. Stoper Chełmianki uderzył z kilku metrów, ale prosto w bramkarza. Wisła po stracie gola ruszyła do przodu. Starała się atakować raz lewym, raz prawym skrzydłem. Najbardziej we znaki chełmskim obrońcom dali się szybki Piotr Zmorzyński i dobrze wyszkolony technicznie Krystian Puton. W 33 min. Wisła świetnie rozegrała kontratak po przechwycie piłki na połowie Chełmianki. Gospodarzy przed utratą gola w ostatniej chwili uratował Przemysław Koszel, który wybił piłkę z 5 metra, tuż sprzed nóg Szymona Stanisławskiego. 

W drugiej połowie puławianie zepchnęli podopiecznych Artura Bożyka do głębokiej defensywy. W zasadzie do 80 minuty Chełmianka ograniczała się jedynie do wybijania piłek z własnej połowy i sporadycznych kontrataków. Gra gospodarzy przypominała chwilami „obronę Częstochowy”, ale chełmianie zdawali sobie sprawę z potencjału przeciwnika, który dwa sezony temu grał w I lidze, a przed rokiem w II lidze. Wisła stworzyła sobie kilka wybornych sytuacji, jednak napastnicy i pomocnicy na szczęście dla chełmskich piłkarzy w niedzielne popołudnie źle ustawili celowniki. Najlepsze okazje zmarnowali Stanisławski i Kasprzycki. W ostatnich 10 minutach Wisła postawiła wszystko na jedną kartę, odkryła się i Chełmianka coraz częściej groźnie kontratakowała. W 90 min. piłkę meczową mieli Uliczny i Przemysław Koszel. Ten pierwszy, choć mógł uderzać na bramkę, zagrał do Koszela, którego strzał obronił golkiper z Puław. W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry w potwornym zamieszaniu pod bramką bardzo dobrze broniącego w niedzielę Damiana Drzewieckiego Wisła mogła doprowadzić do wyrównania. Piłka tańczyła w polu bramkowym, chełmianie próbowali ją wybić, rywale blokowali i ostatecznie tuż przy słupku opuściła pole gry. Końcowy gwizdek sędziego piłkarze Chełmianki przyjęli z wielką ulgą. W spotkanie z Wisłą włożyli wiele wysiłku, zdobywając bardzo cenne trzy punkty. Niedzielny mecz był dla chełmskich graczy pierwszą potyczką z rywalami z górnej części tabeli. Dotąd zespół trenera Bożyka walczył z drużynami ze środka i dolnej części stawki. Przed nimi mecze m.in. z Hutnikiem Kraków, Stalą Kraśnik, Motorem Lublin czy Stalą Rzeszów.

ChKS CHEŁMIANKA – WISŁA PUŁAWY 1:0 (1:0)

1:0 – Kompanicki (23 wolny).

ChKS: Drzewiecki – Kursa, J. Niewęgłowski, Myszka, Kwiatkowski, Koszel, Jabkowski (73 Budzyński), Uliczny, Kompanicki, Kocoł (42 Zawiślak), Kotowicz (86 Kożuchowski).