Gdyby nie pomoc miasta, nie byłoby nas w III lidze

Jedenaste miejsce w tabeli i 28 punktów w dwudziestu spotkaniach. Tak przedstawia się bilans trzecioligowych piłkarzy Chełmianki po rundzie jesiennej. Przed rozpoczęciem sezonu apetyty kibiców, ale też klubowych działaczy, były nieco większe. Z drugiej jednak strony jeszcze pół roku temu nie było wiadomo, czy chełmski zespół w ogóle przystąpi do rywalizacji. Jesienne występy podopiecznych Tomasza Złomańczuka podsumowuje prezes klubu, Grzegorz Gardziński.

– Długo ważyły się losy zespołu, niemal w ostatniej chwili klub potwierdził grę w rozgrywkach III ligi. Istniała obawa, że Chełmianka może nie przystąpić do sezonu na trzecim froncie?

– Wiadomo było, że jeśli mamy grać w III lidze, musimy zbudować drużynę – mówi prezes Grzegorz Gardziński. – Od podstaw. Do tego były potrzebne pieniądze. Pomocną dłoń do klubu wyciągnął prezydent naszego miasta Jakub Banaszek. Odbyliśmy szereg spotkań, podczas których ustaliliśmy warunki współpracy. Bardzo dużo rozmawialiśmy o kierunku rozwoju naszego klubu, poprawie infrastruktury, formach prawnych dalszego funkcjonowania klubu. Można powiedzieć, że gdyby nie miasto i dobra wola prezydenta, dziś Chełmianka nie grałaby w trzeciej lidze. Prezydentowi zależy na tym, by piłka nożna w Chełmie była na odpowiednim poziomie. Do tego też chcemy zmierzać, choć proces ten jest złożony i na efekty trzeba trochę poczekać. Klub dostał również wsparcie od Województwa Lubelskiego, które zostało naszym Partnerem. Dziękujemy władzom województwa, marszałkowi Jarosławowi Stawiarskiemu i członkowi zarządu, Zdzisławowi Szwedowi za okazaną pomoc i zaufanie. Po tym, jak potwierdziliśmy udział w rozgrywkach, rozpoczęła się budowa zespołu. Zależało nam bardzo, by w drużynie pozostali zawodnicy z Chełma, będący w wieku młodzieżowca. Wszyscy dostali swoje szanse.

– Transfery zostały dość szybko przeprowadzone. Czy wszystkie były odpowiednio przygotowane?

– Czasu mieliśmy niewiele, bo inne kluby też wykazywały dużą aktywność na rynku transferowym. W kręgu naszych zainteresowań było blisko 30 piłkarzy. Wszystkich znaliśmy z ligowych boisk. Grali przeciwko Chełmiance w innych zespołach. O każdym mieliśmy dodatkowo informacje od trenerów, działaczy, którzy w przeszłości z tymi zawodnikami pracowali. Zdecydowana większość to gracze z województwa lubelskiego. Nie ukrywam, że kilku piłkarzy, na których nam zależało, ostatecznie nie udało się pozyskać, bo w innych klubach, o wyższych budżetach, otrzymali o wiele lepsze oferty.

– A Grzegorz Bonin i Tomasz Brzyski też od początku byli na celowniku Chełmianki?

– W poprzednich sezonach, co pokazywały wyniki, w drużynie brakowało doświadczonych zawodników. Nie ukrywam, że naszym celem było pozyskanie kilku rutynowanych piłkarzy z dużymi umiejętnościami, od których młodsi gracze mogliby się uczyć. Na początku nie sądziliśmy, że będą to Grzegorz Bonin i Tomasz Brzyski, którzy zimą poprzedniego sezonu przeszli z Motoru Lublin do Lublinianki. Gdy dostaliśmy informację, że obaj czują się na siłach, by grać jeszcze w trzeciej lidze, postanowiliśmy działać. Dużą rolę odegrał tutaj kapitan zespołu Michał Wołos, który przekonał obu piłkarzy do związania się z Chełmianką. Najpierw do drużyny przyszedł Bonin. Zaproponowaliśmy mu, w oparciu o jego olbrzymie doświadczenie z boisk ekstraklasy, rolę grającego trenera asystenta, tym bardziej, że Grzegorz posiada licencję trenerską UEFA A. Po tygodniu dołączył do niego Tomek Brzyski.

– Ale chyba z postawy nie wszystkich pozyskanych zawodników klub może być zadowolony?

– Na pewno po niektórych zawodnikach spodziewaliśmy się nieco lepszej gry, ale też musimy pamiętać, że pandemia koronawirusa wszystkim pokrzyżowała szyki. Nie wiemy w stu procentach, jak zawodnicy pracowali nad sobą od marca do maja, gdy byli w innych klubach, a każdy wówczas miał trenować indywidualnie. Już po pierwszych treningach widać było, że kilku z nich ma zaległości. Zresztą piłkarze sami doskonale wiedzą, po jesiennych występach, że pandemia miała spory wpływ na ich formę. Dlatego też w opinii zarządu dopiero runda wiosenna pokaże, które letnie transfery były trafione, a które chybione. Zawodnicy mają blisko dwa miesiące na to, by solidnie przygotować się do meczów rewanżowych. To są ambitni gracze, z odpowiednimi umiejętnościami i wierzymy, że wiosną będą prezentować się znacznie lepiej.

– Patrząc na nazwiska pozyskanych zawodników mimo wszystko wydawało się, że Chełmianka rundę jesienną skończy przynajmniej w pierwszej dziesiątce…

– Przypomnę raz jeszcze, że drużynę budowaliśmy od podstaw. Ten zespół nie mógł od pierwszego meczu ligowego grać tak, jakbyśmy wszyscy tego oczekiwali, bo nie był jeszcze zgrany. W każdym sporcie drużynowym to jest ważne. Większość zawodników spotkała się ze sobą po raz pierwszy w jednej drużynie. Część z nich miało naprawdę dłuższą przerwę w grze. Nawet tak ograni piłkarze, jak Oleksiej Prytuliak czy Krystian Wójcik potrzebowali czasu, by wejść na właściwe tory. Można powiedzieć, że z każdym meczem graliśmy coraz lepiej. I kiedy po zwycięskim wyjazdowym spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola wydawało się, że będziemy regularnie punktować, przyszły kontuzje Tomasza Brzyskiego, potem Dawida Brzozowskiego, Grzegorza Bonina i na koniec Jakuba Bednary, co pokrzyżowało nam plany na dalszą część rundy. Brzyski doskonale odnalazł się w roli środkowego defensywnego pomocnika, a Brzozowski zaczął coraz lepiej grać na lewej obronie. Co ważne też, dopiero na koniec września do gry wrócił środkowy defensor Łukasz Mazurek. Mecze, w których wystąpił, pokazały, że jego brak w pierwszej połowie rundy był naprawdę odczuwalny. Trener Tomasz Złomańczuk musiał eksperymentować niemalże w każdym spotkaniu.

– Z tego powodu uciekło kilka punktów?

– Na pewno tak. Myślę, że w spotkaniu z Wólczanką, gdyby wystąpili Brzyski i Brzozowski, wynik byłby dla nas korzystny, tym bardziej, że od 10 minuty graliśmy z przewagą jednego gracza. W ostatnim meczu z rezerwami Korony brak Brzyskiego w środku pola też był widoczny. Jakub Bednara, który rozkręcał się z każdym meczem, na treningu nieoczekiwanie doznał kontuzji i wypadł na kilka kolejek. Szkoda też spotkania z Podhalem, bo remis był tam w zasięgu ręki. Porażki z Wiązownicą też można było uniknąć. Gdyby nie indywidualne błędy, myślę, że w Puławach, gdzie rozgrywaliśmy naprawdę dobry mecz, mogliśmy się pokusić co najmniej o jeden punkt. Z Cracovią II szybko otrzymana czerwona kartka przez Michała Grądza sprawiła, że należało zmienić system gry, a przede wszystkim zabezpieczyć tyły. Ale należy też przyznać, że w spotkaniach z Łagowem czy Sokołem dopisało nam szczęście. W obu zdobywaliśmy gole w samych końcówkach. Niemniej jednak nasz dorobek punktowy po rundzie jesiennej powinien być większy o kilka oczek. Myślę, że poza meczami z Wisłą Sandomierz i Avią Świdnik, w których rywale byli od nas lepsi, w pozostałych spotkaniach, gdzie uzyskaliśmy niekorzystne rezultaty, staraliśmy się pokazać, że potrafimy grać w piłkę i z przebiegu gry zasługiwaliśmy na co najmniej punkt. Trzeba też pamiętać, że przed inauguracją sezonu w ciągu dwóch tygodni rozegraliśmy cztery mecze zaległego Pucharu Polski, eliminując z rozgrywek Motor Lublin i dochodząc do finału wojewódzkiego. To były mecze o stawkę i traktowaliśmy je bardzo poważnie. Nasi ligowi rywale natomiast w tym czasie rozgrywali sparingi. O tym, że będziemy dogrywać Puchar Polski dowiedzieliśmy się już po rozpoczęciu okresu przygotowawczego i trenerzy musieli dostosować przygotowania do sezonu do tych rozgrywek. Biorąc pod uwagę dwa spotkania Pucharu Polski obecnej edycji, jesienią rozegraliśmy aż 26 spotkań o stawkę. To rekord.

– Chełmianka w rundzie jesiennej nie wykorzystała w sumie sześciu rzutów karnych, w tym aż czterech w meczach ligowych. Powód?

– Też nad tym ubolewamy, bo z tego powodu nasz dorobek punktowy jest, jaki jest. Zawodnicy też zdają sobie z tego sprawę. Trudno powiedzieć, czy zabrakło koncentracji, czy też dał o sobie znać stres. Wszystkim wydaje się, że nie ma nic prostszego jak zdobycie gola z jedenastu metrów. Karny, o czym wielokrotnie wszyscy przekonaliśmy się, to jeszcze nie bramka. Jestem pewny, że w okresie przygotowawczym nad tym elementem cała drużyna będzie mocno pracowała. Runda wiosenna jest o wiele trudniejsza od jesiennej i na pomyłki, nawet najdrobniejsze, nie ma miejsca.

– Dość szybko zarząd klubu zdecydował się na zmianę na ławce trenerskiej, bo już po czterech meczach Jana Konojackiego zastąpił Tomasz Złomańczuk…

– Gdy rozpoczęła się budowa zespołu, zdecydowaliśmy, że to zadanie powierzymy trenerowi Konojackiemu, który przejął pierwszą drużynę rok temu w styczniu, w bardzo trudnym dla klubu okresie. Po spotkaniu z Łagowem, które szczęśliwie zremisowaliśmy, choć nie byliśmy w nim lepsi, zastanawialiśmy się, czy dajemy szansę trenerowi w kolejnych meczach, czy też dokonujemy zmiany. Postawiliśmy na zmianę, ale nie była to dla nas łatwa decyzja, bo trener Konojacki jest związany z Chełmianką od kilku lat. Zresztą za to, co zrobił dla Chełmianki, jesteśmy mu wdzięczni, bo podjął się pracy, przypomnę, w ciężkim dla klubu momencie. Dobro Chełmianki jest jednak dla nas najważniejsze i zdecydowaliśmy, że powierzenie drużyny szkoleniowcowi z doświadczeniem w pracy z seniorami będzie lepszym rozwiązaniem. Trenera Tomasza Złomańczuka poznaliśmy w 2019 r., bo w październiku rozpoczął pracę w naszym klubie, ale z powodów finansowych musieliśmy się rozstać. Z jego dwumiesięcznej pracy byliśmy zadowoleni. Dodatkowym argumentem przemawiającym za zatrudnieniem trenera Złomańczuka była doskonała znajomość rynku piłkarskiego. A w tej lidze jest to ważne.

– Poruszmy jeszcze kwestię młodzieżowców. Na początku sezonu było widać, że młodzi gracze potrzebują czasu, by zrozumieć, o co chodzi w trzeciej lidze.

– Faktycznie, nie mieliśmy takiego zawodnika do lat 20, który byłby pewniakiem w składzie. Bardzo liczyliśmy na to, że w zespole pozostanie Rafał Dobrzyński, który w poprzednim sezonie, jesienią, był podstawowym zawodnikiem. Rafał ostatecznie wybrał Avię Świdnik. Od samego początku chcieliśmy, aby szanse gry dostali chłopcy z Chełma, czyli: Michał Grądz, Jakub Szymkowiak, Dawid Salewski, Piotr Adamski i Dominik Dąbrowski. Do nich dołączył zdolny junior z Motoru Dawid Brzozowski. Każdy zagrał tyle minut, na ile był przygotowany. Całej szóstce będziemy się przyglądać w okresie przygotowawczym. Niewykluczone, że w tej kwestii dojdzie do zmian.

– Jakie są plany klubu na rundę wiosenną?

– Przede wszystkim chcemy dobrze przygotować się do sezonu. Mam nadzieję, że wszyscy zawodnicy przystąpią do treningów zdrowi, bez kontuzji. Runda rozpocznie się stosunkowo wcześnie, bo już w ostatni weekend lutego. Czeka nas walka na dwóch frontach, bo bardzo poważnie traktujemy też rozgrywki Pucharu Polski, a gramy w finale okręgowym. Znów w ciągu nieco ponad trzech miesięcy rozegramy więcej niż 20 spotkań o stawkę, zatem zawodnicy muszą być naprawdę dobrze przygotowani pod względem fizycznym i wytrzymałościowym. Rozegramy kilka wartościowych sparingów, m.in. z Pogonią Siedlce i Górnikiem Łęczna. Wiosną w rozgrywkach ligowych liczymy na zdecydowanie większy dorobek punktowy, bo tę drużynę na to stać. Wyniki są bardzo ważne. One nie tylko budują atmosferę w zespole, ale również ułatwiają pozyskanie sponsorów. Nikt nie zamierza wydawać swoich pieniędzy, jeśli nie ma sukcesu.

– Będą zimowe transfery?

– Dziś na to pytanie nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno będziemy chcieli przyjrzeć się na treningach kilku zawodnikom, zaprosić ich na testy, zobaczyć w meczach kontrolnych. Przydałby się jeszcze jeden napastnik, bo jesienią nie wykorzystaliśmy zbyt wielu stuprocentowych okazji strzeleckich.

– Czego należy życzyć Chełmiance w 2021 roku?

– Przede wszystkim zdrowia dla wszystkich, bo żyjemy obecnie w trudnych czasach. Chcielibyśmy, aby jak najszybciej na trybuny wrócili kibice. Nie ukrywam, że zależy nam też na dobrej współpracy z miastem i prezydentem, by układała się ona tak, jak do tej pory, bo bez wsparcia samorządu klub sobie nie poradzi. Jeśli mamy realizować proces budowy zespołu, to wspólnie z miastem, dla jego mieszkańców. Wśród nich jest naprawdę wielu fanów piłki nożnej. Bardzo ważnym elementem dla funkcjonowania klubu jest też większe zaangażowanie sympatyków w jego funkcjonowanie. Wspomnę tylko akcję ufundowania przez kibiców klubowego sztandaru, udział w akcji 1 proc., czy w klubie „100”. Wykorzystując okazję, w imieniu rady nadzorczej i zarządu klubu chciałbym złożyć naszym kibicom, sympatykom, sponsorom, zawodnikom i trenerom najlepsze życzenia noworoczne. Dla wszystkich dużo zdrowia, spełnienia marzeń i do zobaczenia na stadionach!

Rozmawiał Bogusław Kudelski