Podział punktów w szlagierze kolejki

SONY DSC

W 29. kolejce oczy wszystkich kibiców były skierowane na Rzeszów, gdzie rozegrano szlagier Resovia – Chełmianka. Spotkały się drużyna lidera tabeli i zespół zajmujący trzecie miejsce. Dla obu ekip był to bardzo ważny mecz. Resovia chciała wygrać i zrobić milowy krok w kierunku awansu do drugiej ligi. Na zwycięstwo apetyt miała również Chełmianka, która przy ewentualnych trzech punktach zbliżyłaby się do rzeszowskiej drużyny na cztery oczka…

Przed samym meczem szkoleniowiec musiał dokonać roszad w składzie, bo na rozgrzewce uraz pleców zgłosił Przemysław Kwiatkowski. W jego miejsce wszedł Paweł Jabkowski. Wychowanek Niedźwiadka zajął pozycję defensywnego pomocnika, zaś na prawą obronę zszedł uniwersalny w tym sezonie Mateusz Kompanicki. Szkoleniowiec nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Jakuba Niewęgłowskiego, a także pauzującego za kartki Piotra Piekarskiego.

Pierwsze minuty pokazały, że Chełmianka wcale nie zamierza się bronić. Już po kilkunastu sekundach goście odebrali rywalom piłkę w środkowej strefie boiska, jednak Michał Budzyński będąc w polu karnym Resovii nie miał dobrego pomysłu na sfinalizowanie kontrataku. W pierwszej połowie gra była wyrównana. Resovia grała atakiem pozycyjnym, szukała swoich sytuacji strzeleckich, ale chełmska defensywa nie popełniała błędów. Dość dobrze w obronie spisywali się też gospodarze. W końcu grały dwie drużyny, które w tej lidze mają najmniej straconych goli. 

Defensorzy Chełmianki do przerwy pozwolili tylko na jeden groźny strzał z ponad 20 metrów, po którym Damian Drzewiecki złapał piłkę „na raty”. Mimo że linia obronna chełmskiej drużyny grała w nieco eksperymentalnym ustawieniu, na boisku radziła sobie nieźle. Grą z tyłu dobrze kierował Michał Wołos. Z przodu Chełmianka starała się z kolei grać pressingiem i wykorzystać szybkość Budzyńskiego, Przemysława Banaszaka, czy Kompanickiego. Właśnie Banaszak do przerwy był najbliższy zdobycia bramki. Wygrał pojedynek z obrońcą, wbiegł z piłką w pole karne i gdy szykował się do oddania strzału, biegnący tuż za nim defensor Resovii w ostatniej chwili końcem buta zagrał piłkę w kierunku swojego bramkarza, zażegnując niebezpieczeństwo. Ładną akcją z prawej strony popisał się też Kompanicki, jednak w tym przypadku zabrakło wykończenia. 

Druga połowa rozpoczęła się od błędnej decyzji sędziego Grzegorza Jabłońskiego z Krakowa, która na pewno rzutowała na dalszy przebieg meczu. W 48 min. Chełmianka przejęła piłkę w środkowej strefie i ruszyła z szybkim kontratakiem. Biegnący z nią Banaszak został taktycznie sfaulowany przez Szymona Kalińća, który miał już na koncie żółtą kartkę. Arbiter nawet sięgnął do kieszeni po kartonik, jednak po chwili, gdy spojrzał na numer na koszulce, odstąpił od kary, a jedynie słownie upomniał zawodnika Resovii. Sędziemu zabrakło odwagi w podjęciu jedynie słusznej decyzji, czyli odesłaniu Kalińca do szatni. Chwilę później trener Resovii zastąpił go innym graczem. W 71 min. arbiter z Krakowa nie zawahał się natomiast przy pokazaniu drugiej żółtej kartki Piotrowi Chodziutko, zresztą słusznej, bo obrońca Chełmianki również dopuścił się taktycznego faulu. Do tego momentu nieco więcej z gry mieli goście. Resovia zaatakowała dopiero, gdy grała jedenastu na dziesięciu. Stworzyła kilka dogodnych okazji, m.in. miała dwie sytuacje sam na sam z Drzewieckim, jednak żadnej nie wykorzystała. Bramkarz Chełmianki w tym spotkaniu bronił bez zarzutu. Mimo gry w osłabieniu chełmianie nie zamierzali bronić bezbramkowego wyniku. Szukali swojej szansy. Z dystansu uderzał Paweł Uliczny, ale prosto w bramkarza. W 78 min. groźnie strzelał też Aleksiej Prytuliak. Golkiper Resovii z trudem odbił piłkę na rzut rożny. W doliczonym czasie piłkę meczową miał Mateusz Olszak. Strzelił jednak tam, gdzie stał bramkarz rywali. Remis, z przebiegu meczu, jest wynikiem sprawiedliwym.

RESOVIA RZESZÓW – ChKS CHEŁMIANKA 0:0

ChKS: Drzewiecki – Kompanicki, Wołos, Chodziutko, D. Niewęgłowski (63 Michalak) – Koszel, Jabkowski (46 Prytuliak), Uliczny, Olszak – Banaszak, Budzyński (75 Kotowicz).