Piłka nożna nie jest sprawiedliwa…

Co można powiedzieć po meczu, w którym lepsza z przebiegu gry drużyna schodzi z boiska pokonana? Ano to, że sport bywa piękny, a niekiedy okrutny. Piękny był w sobotę, kiedy Chełmianka pokonała w Sandomierzu miejscową Wisłę, mając sporo szczęścia. Okrutny zaś okazał się w minioną środę, gdy podopieczni trenera Artura Bożyka niezasłużenie przegrali ze Stalą Rzeszów po samobójczym trafieniu Michała Maliszewskiego.

Piłkarze Chełmianki schodzili do szatni w fatalnych nastrojach. Doskonale wiedzieli, że nie byli gorsi od Stali. Ba, długimi fragmentami dominowali, zwłaszcza w drugiej części spotkania. Znów jednak dał się we znaki brak skuteczności. Gdyby przy stanie 1:1 Hubert Kotowicz miał więcej szczęścia i zamiast w słupek z kilku metrów trafiłby do siatki, zapewne gospodarze tego meczu by nie przegrali. Chełmianka grała dobrze, walczyła o każdy metr boiska, tym samym wysyłając innym drużynom komunikat, że w konfrontacji z nią nikt nie będzie miał łatwo. Zauważył to też na konferencji prasowej II trener Stali Rzeszów, Maciej Seroka, który stwierdził, że jeszcze niejedna drużyna zgubi punkty w starciu z chełmskim zespołem.

Chełmianka rozpoczęła mecz bardzo ostrożnie, skoncentrowana na swojej połowie z należytym szacunkiem do faworyzowanego przeciwnika. Nie poszła na wymianę ciosów, bo mogłoby to się dla niej źle skończyć. W kadrze gości są przecież piłkarze z doświadczeniem pierwszo- i drugoligowym, o dużych umiejętnościach. Stal sprawiała wrażenie jakby chciała dość szybko rozstrzygnąć losy meczu, ale z każdą minutą musiała weryfikować swoje plany. Serca chełmskich kibiców w pierwszej części spotkania zadrżały tylko dwa razy. W 33 min. po kontrataku Marczak zwiódł obrońców gospodarzy i wypracował sobie sytuację sam na sam z Damianem Drzewieckim. Bramkarz Chełmianki nie dał się jednak zaskoczyć. W 41 min. natomiast goście w jednej akcji dwukrotnie trafili w poprzeczkę – po wrzutce Reimana z wolnego i zagraniu Drelicha oraz po dobitce głową Marczaka.

Chełmianka również miała dogodne okazje. Sygnał do ataku w 12 min. dał Paweł Uliczny, uderzając silnie z 30 metrów. Piłka poszybowała jednak metr nad bramką. Dwukrotnie w dobrych sytuacjach znalazł się Aleksiej Prytuliak, ale za pierwszym razem próbował wymusić rzut karny, za drugim natomiast obrońca Stali w ostatniej chwili zablokował jego strzał. W 43 min. próbkę swoich umiejętności pokazał Dawid Niewęgłowski. Lewoskrzydłowy Chełmianki pobiegł za piłką jak burza, wyprzedził defensora gości i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Stali. Minął przeciwnika, ale kąt był zbyt ostry, by trafił do bramki. Ostatecznie kopnął piłkę w boczną siatkę. Za swoją akcję zebrał jednak od kibiców mnóstwo braw.

Drugą połowę miejscowi rozpoczęli bez kontuzjowanego Jakuba Niewęgłowskiego, podpory chełmskiej defensywy. Na jego pozycję został przesunięty Paweł Jabkowski, a do środka pomocy zszedł Mateusz Kompanicki. W 59 min. na chełmskim stadionie zapachniało niespodzianką. Po dobrej centrze Przemysława Koszela piłkę głową do siatki skierował wprowadzony w przerwie Kotowicz. Stal wyrównała w 70 min. Chełmianka straciła piłkę w środkowej strefie boiska, Brocki dośrodkował ją z prawej strony w pole karne, a Piotr Prędota strzałem głową pokonał Drzewieckiego. Co prawda piłka najpierw uderzyła w słupek, odbiła od ręki bramkarza i dopiero wturlała się do siatki. – Strzał był bardzo trudny do obrony. Prędota mocno podkręcił piłkę, tuż po odbiciu się jej od słupka próbowałem ją zatrzymać ręką, ale nie dałem rady – na gorąco komentował tę sytuację Drzewiecki. Obie drużyny postanowiły zagrać o pełną pulę. Jako pierwsza bliska zdobycia gola była Chełmianka, ale Kotowicz trafił w słupek, zaś dobitkę Kompanickiego zablokował obrońca Stali. Piłkę przechwycił jeszcze stojący przed polem karnym Uliczny, lecz po jego strzale futbolówka spadła na siatkę za poprzeczką. W 83 min. padła druga bramka dla Stali. Po dośrodkowaniu w szesnastkę Michał Maliszewski próbował wybić piłkę głową, jednak uczynił to na tyle niefortunnie, że przelobował Drzewieckiego i wpakował ją do własnej bramki. Chełmianka ruszyła jeszcze do przodu, szukając wyrównującego gola, ale Stal korzystny wynik dowiozła do ostatniego gwizdka sędziego, chwilami broniąc się rozpaczliwie w obrębie własnej szesnastki. Bliski zdobycia bramki był Przemysław Banaszak, ale za mocno wypuścił sobie piłkę i bramkarz gości zdążył uratować swój zespół przed utratą gola.

Z przebiegu meczu Chełmianka na porażkę nie zasłużyła. Remis? Jeden punkt chyba też nie do końca zadowoliłby podopiecznych trenera Bożyka, bo to był ich dobry występ. Chełmska drużyna mimo porażki podobała się kibicom.

Stal Rzeszów w dalszym ciągu pozostaje zespołem, z którym Chełmianka za kadencji Artura Bożyka nie zdobyła choćby punktu. W sezonie 2014/2015 przegrała dwa razy po 0:2. Rok później chełmianie ulegli w Rzeszowie 2:3, a u siebie 1:2, po również bardzo dobrym występie. Być może wiosną w spotkaniu rewanżowym chełmska drużyna przerwie tę złą passę…

A już w niedzielę 3 września na stadionie miejskim w Chełmie o 16.00 Chełmianka w szóstej kolejce ligowej zmierzy się z Wólczanką Wólka Pełkińska.

 

ChKS CHEŁMIANKA – STAL RZESZÓW 1:2 (0:0)

1:0 – Kotowicz (59)

1:1 – Prędota (70)

1:2 – Maliszewski (83 samobójcza)

ChKS: Drzewiecki – Wołos, J. Niewęgłowski (46 Kotowicz), Maliszewski, Kwiatkowski (83 Chariasz) – Koszel (62 Banaszak), Jabkowski, Uliczny, D. Niewęgłowski, Pritulak (88 Chodziutko) – Kompanicki.

STAL: Skuza – Skała (68 Szymański), Drelich, Szeliga, Kordas, Zięba (76 Lisańczuk), Reiman, Hordijczuk (53 Buszta), Koczon (62 Brocki), Marczak (85 Skiba), Prędota.

Sędziował: Marek Śliwa (Kielce). Żółte kartki: Wołos, Pritulak, Jabkowski (C), Reiman (S). Widzów: 1 000.