Lechia w Chełmie nie miała łatwo

Choć do kolejnej rundy rozgrywek Totolotek Puchar Polski awansowała grająca w PKO BP Ekstraklasa Lechia Gdańsk, piłkarze Chełmianki swoją postawą na boisku wstydu sobie, klubowi, kibicom, miastu nie przynieśli. Mimo porażki, po ostatnim gwizdku sędziego, do szatni schodzili z podniesioną głową, przy gromkich brawach publiczności, dziękującej podopiecznym trenera Tomasza Złomańczuka za dobry mecz. Chełmski zespół zrobił, co w jego mocy, by na tle jednej z czołowych drużyn w kraju zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Zainteresowanie środowym meczem Chełmianka – Lechia Gdańsk było ogromne. W końcu do Chełma przyjechała trzecia drużyna ubiegłego sezonu ekstraklasy i obrońca broniąca Pucharu Lechia, naszpikowana reprezentantami Polski, Słowacji, czy Serbii, umiejętnie prowadzona przez niezwykle zdolnego trenera młodego pokolenia, Piotra Stokowca. Na trybunach zasiadło 2  200 widzów. Takiej frekwencji na chełmskim stadionie dawno nie było. Wielu kibiców przyszło na mecz po latach przerwy. I zapewne nie żałowali, bo sam mecz był ciekawym widowiskiem piłkarskim. O fajną oprawę postarali się też kibice Chełmianki.

Z góry wiadomo było, że ton grze – od samego początku do końca – będzie nadawała Lechia. Drużyna z Gdańska od pierwszej minuty zaatakowała bramkę Cezarego Osucha. Bardzo szybko objęła prowadzenie i zanosiło się na wysokie zwycięstwo gości. W 5 min. po dośrodkowaniu Patryka Lipskiego z rzutu rożnego, obrońcy Chełmianki nie zdołali wybić piłki, ta trafiła pod nogi Michała Nalepy, który strzałem z 8 m pokonał chełmskiego bramkarza. Dziesięć minut później mógł być remis. Gospodarze przeprowadzili składną akcję zakończoną dokładnym zagraniem do Volodymyra Hladkyego, który znalazł się w stuprocentowej sytuacji do zdobycia gola. Oddał strzał z 7 m, ale Zlatan Alomerovic końcami palców zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Była to najlepsza sytuacja Chełmianki do zdobycia gola w pierwszej części spotkania. W 21 min. na trybunach zapanowała euforia, niemal taka, jaka panuje przy strzelonej bramce. Gol oczywiście nie padł, natomiast Przemysław Kwiatkowski przy bocznej linii „założył” tzw. siatkę samemu Sławomirowi Peszko, co spodobało się widzom.

Lechia mogła podwyższyć wynik, jednak świetnie w bramce gospodarzy spisywał się Cezary Osuch. Obronił m.in. strzał Macieja Gajosa z 2 metrów! Chełmski bramkarz nie dał też pokonać się Lipskiemu, broniąc jego uderzenie z linii pola karnego i ponownie Gajosowi. Okazje do podwyższenia wyniku w pierwszej połowie miał też Flavio Paixao, ale dwukrotnie przestrzelił. Chełmianka odgryzała się kontratakami i gdyby zawodnicy gospodarzy na połowie rywala podejmowali trafne decyzje, pod bramką Alomerovica mogło być nie raz gorąco. Obronie Lechii zdarzały się błędy, z których chełmianie jednak nie skorzystali. Inna sprawa, że twardo grający rosły stoper gdańszczan Błażej Augustyn już swoją posturą wzbudzał respekt w chełmskich szeregach.

Druga połowa była podobna do pierwszej. Lechia miała przewagę, lepiej – co zrozumiałe – operowała piłką, szybciej przedostawała się pod bramkę gospodarzy. Pierwsze okazje mieli Paixao i Lipski, ale obaj spudłowali. W 54 min. Chełmianka mogła doprowadzić do remisu. Chytrze z rzutu wolnego, tuż przy samym słupku, uderzył Paweł Uliczny i Alomerovic znów znalazł się w opałach. Bramkarz Lechii z ledwością wybił piłkę na rzut rożny. W 62 min. po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazał się Osuch, broniąc groźny, z kilku metrów, strzał głową Gajosa, za co został nagrodzony gromkimi oklaskami. Aktywny Gajos w 73 min. wywalczył dla swojego zespołu rzut karny, wykorzystując brak ligowego ogrania u 19-letniego Rafała Dobrzyńskiego. Doświadczony pomocnik Lechii zauważył wystawioną przez rywala nogę, przewrócił się o nią i dał sędziemu pretekst do podyktowania jedenastki. Szkoda, że wcześniej w takiej samej sytuacji po drugiej stronie boiska, zahaczany przez jednego z defensorów z Gdańska w polu karnym Hladkyy nie wykazał się takim sprytem, jak Gajos. Jedenastkę na gola zamienił Paixao, choć Osuch wyczuł intencje strzelca. Lechia do ostatniego gwizdka sędziego kontrolowała przebieg boiskowych wydarzeń, szukała kolejnej bramki, ale Osuch do samego końca zachował koncentrację na wysokim poziomie. Chełmianka natomiast starała się o honorowe trafienie, lecz podobnie jak w pierwszej części gry, przy kontratakach zabrakło decydującego, dokładnego podania. Więcej goli w tym spotkaniu jednak nie padło. Po meczu kibice pożegnali obie drużyny gromkimi oklaskami. Chełmianka zasłużyła na nie, bo zawodnicy grali z pełnym zaangażowaniem, walczyli do końca. Wiadomo było, że w starciu z klasowym przeciwnikiem chełmski zespół nie będzie miał za wielu szans na korzystny wynik, ale ambitną walką przez 90 minut chełmianie pokazali, że stać ich na dobrą grę. Ich postawę na konferencji prasowej komplementował trener Piotr Stokowiec, przyznając, że zespół gospodarzy nie położył się przed jego drużyną. – Chełmianka była na boisku zorganizowana i też odgryzała się niebezpiecznymi akcjami. Musieliśmy mocno uważać na stałe fragmenty gry – stwierdził m.in. i dodał, że jego zespół w pełni zasłużył na awans do kolejnej rundy Pucharu Polski, grał płynnie, dobrze operował piłką i stwarzał sytuacje bramkowe.

Po spotkaniu łowcy zawodnicy Lechii chętnie rozdawali autografy, pozowali do zdjęć z najmłodszymi sympatykami chełmskiego klubu. Nikt nie odmawiał, a najbardziej rozchwytanymi graczami byli bramkarz reprezentacji Słowacji, Dusan Kuciak i Sławomir Peszko.

ChKS CHEŁMIANKA CHEŁM – LECHIA GDAŃSK 0:2 (0:1)

0:1 – Nalepa (5)

0:2 – Flavio Paixao (73 karny)

ChKS: Osuch – Wołos, J. Niewęgłowski, Myszka, Kwiatkowski, Kocoł (62 Dobrzyński), Uliczny, Czułowski, D. Niewęgłowski (77 Warecki), P. Wolski (74 Kożuchowski), Hladkyy.

LECHIA: Alomerovic – Fila, Nalepa (46 Sobiech), Augustyn, Makowski, Peszko (61 Haraslin), Łukasik, Kubicki, Lipski, Gajos (83 R. Wolski), Flavio Paixao.

Sędziował: Mariusz Złotek (Podkarpacki ZPN).

Żółte kartki: Myszka, Wołos, D. Niewęgłowski (C).

Widzów: 2  200 (w tym 156 z Gdańska).