Choć Chełmianka ograła Tomasovię czterema bramkami i mimo że bilans bramkowy ma plus osiem, podobnie jak Stal Kraśnik, ale jednego gola strzelonego więcej, to według tabeli prowadzącego rozgrywki LZPN, liderem pozostał zespół z Kraśnika.

Tymczasem nie brakuje opinii, że po czwartej kolejce na prowadzenie wyszli podopieczni Artura Bożyka, którzy zdemolowali Tomasovię aż 5:1!

Zgodnie z regulaminem PZPN, gdy więcej niż dwie drużyny mają identyczną liczbę punktów, pod uwagę przy ustalaniu kolejności w tabeli bierze się wyniki bezpośrednich spotkań. Na pewno tak jest w rundzie wiosennej, kiedy zainteresowane zespoły grały już między sobą. Po czterech kolejkach IV ligi, trzy drużyny: Chełmianka, Stal Kraśnik i Hetman Zamość mają na koncie po 10 punktów. Żeby ustalić ich kolejność w tabeli, trzeba ułożyć tzw. małą tabelkę z wynikami tych zespołów.

Ponieważ w sobotę Stal Kraśnik rywalizowała z Hetmanem w Zamościu i zremisowała 1:1, obie drużyny w małej tabelce mają po jednym punkcie. Chełmianka nie grała dotąd ani ze Stalą, ani z Hetmanem, dlatego w tej tabelce jest bez punktowej zdobyczy. Oficjalna strona internetowa Lubelskiego Związku Piłki Nożnej podaje, że po 4. kolejce liderem jest Stal, bo zdobyła z Hetmanem gola na wyjeździe, a przy identycznym bilansie bramkowym, liczą się właśnie wyjazdowe trafienia.

Wydawało się jednak, że na prowadzenie wysunie się Chełmianka… – Tabela nie kłamie, z małej tabelki wynika, że po 4. kolejkach Stal prowadzi – potwierdza Konrad Krzyszkowski, szef Wydziału Gier LZPN. – Wylicza to system i na pewno nie ma błędu.

Tymczasem nie brakuje opinii, że małe tabelki powinno stosować się dopiero po rundzie jesiennej, gdy każdy zagra z każdym, a do tego momentu przy równej liczbie punktów powinien decydować bilans bramek. Ten na dziś najlepszy ma Chełmianka i to ona powinna zasiadać w fotelu lidera.

Piłkarze Chełmianki o tym zapisie regulaminu zapewne nie mieli pojęcia. Wiedzieli natomiast, że jak wygrają różnicą co najmniej czterech goli, wskoczą na pierwsze miejsce.

Kilka godzin przed meczem trener Artur Bożyk dokonał zmiany w wyjściowej jedenastce. Okazało się, że Daniela Chariasza, który wstępnie był planowany do pierwszego składu, boli kolano i w jego miejsce szkoleniowiec desygnował do gry Damiana Kopruchę. Była ta trafna decyzja, bo w niedzielne popołudnie wychowanek Hetmana Żółkiewka miał bardzo dobrze ustawiony celownik.

Tomasovia przyjechała do Chełma odmłodzona, z pięcioma młodzieżowcami w wyjściowej jedenastce i 17-letnim, wypożyczonym z Górnika Łęczna Patrykiem Rojkiem, w bramce. Od pierwszych minut gospodarze przystąpili do ataku i już w 6 min. wytrzymałość poprzeczki sprawdził Michał Budzyński, uderzając mocno z ponad 20 metrów. Chełmianka dość łatwo dochodziła do strzeleckich okazji i w 14 min. po dośrodkowaniu z wolnego piłkę głową uderzył Michał Wołos, ta odbiła się od poprzeczki, dopadł do niej Koprucha i było 1:0. Tomasovia nie miała pomysłu na chełmską defensywę, toteż pod bramką Łukasza Kijańczuka było dość spokojnie. Co prawda Ireneusz Baran próbował go zaskoczyć strzałem z rzutu wolnego z 25 metrów, ale Kijańczuk wybił piłkę na rzut rożny. Ciekawiej było natomiast pod bramką Rojka. Chełmianka stwarzała kolejne okazje, aż w końcu w 35 min. na solową akcję z prawej strony zdecydował się Hubert Kotowicz. Minął trzech obrońców, wbiegł w pole karne i uderzeniem z 10 m strzelił obok bramkarza Tomasovii. Trzy minuty później piłkę od obrońców dostał stojący na połowie boiska Przemysław Banaszak. Młody napastnik Chełmianki ruszył z nią na bramkę i w polu karnym został nieprzepisowo powstrzymany przez Rojka. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a karnego, pod nieobecność na boisku Aleksieja Prytuliaka, pewnie wykorzystał Koprucha. Po tym golu trener Tomasovii Jacek Paszkiewicz zmienił aż trzech piłkarzy. To nie był koniec naporu Chełmianki. Podopieczni Artura Bożyka mogli strzelił kolejne gole, ale seryjnie marnowali doskonałe okazje. Po zmianie stron Chełmianka wciąż dyktowała warunki gry, łatwo dochodziła do strzeleckich sytuacji i w końcu w 59 min. Koprucha strzelił czwartego gola. Bliscy zdobycia piątej bramki byli z kolei Prytuliak, Budzyński i Dawid Greguła, którzy nie wykorzystali okazji sam na sam z bramkarzem. Poza tym groźnie z dystansu strzelali Michał Kobiałka i Paweł Jabkowski. W 78 min. gospodarze niepotrzebnie stracili gola. Michał Wołos źle podał piłkę do Kijańczuka, ten nie zdążył do niej i Tomasovia miała rzut rożny. Po dośrodkowaniu niepilnowany Maciej Wasyl zdobył honorową bramkę. Ostatnie słowo w tym meczu należało już do Chełmianki. Po strzale Kotowicza z wolnego, Rojek odbił piłkę przed siebie, dopadł do niej Greguła i skierował ją do siatki. W ostatnich sekundach szóstego gola mógł wbić Przemysław Kwiatkowski. Po dwójkowej akcji z pracowitym Pawłem Ulicznym, nasz kapitan z 10 m posłał piłkę wysoko nad poprzeczką, choć miał przed sobą tylko Rojka.

W sobotę 27 sierpnia zespół trenera Bożyka na wyjeździe zmierzy się ze Stalą Kraśnik. Początek spotkania o 17.00.

CHEŁMIANKA – TOMASOVIA TOMASZÓW LUBELSKI 5:1 (3:0)

1:0 – Koprucha (14 – asysta Wołos), 2:0 – Kotowicz (35 – asysta Uliczny), 3:0 – Koprucha (38 karny – faul na Banaszaku), 4:0 – Koprucha (58 – asysta Uliczny), 4:1 – Wasyl (78), 5:1 – Greguła (86 – asysta Kotowicz).

CHEŁMIANKA: Kijańczuk – Wołos, Sękowski, Jodłowski, Kwiatkowski, Kobiałka (76 Jabkowski), Uliczny, Kotowicz, Banaszak (66 Greguła), Budzyński (84 Filipczuk), Koprucha (60 Prytuliak).

TOMASOVIA: Rojek – Misztal, Smoła (41 Czujkow), Skiba, Karólak, Szuta, Staszczak (39 Gęborys), Melnyczuk, Orzechowski (74 Wasyl), Baran, Kłos (41 Lasota).

Sędziował: Łukasz Woliński (Lublin). Żółte kartki: Banaszak, Sękowski, Kotowicz (Chełmianka), Orzechowski, Gęborys (Tomasovia). Widzów: 350.