Kolejny punkt z faworytem

Piłkarze Chełmianki w ciągu trzech dni wywalczyli drugi punkt w starciu z dużo mocniejszym przeciwnikiem, kandydatem do awansu do II ligi. Podopieczni Artura Bożyka znów zostawili na boisku mnóstwo zdrowia i serca. Walczyli od pierwszej do ostatniej sekundy o jak najlepszy wynik i dali radę. 

Terminarz nowego sezonu nie jest dla Chełmianki łaskawy. Po czwartkowej konfrontacji z Motorem Lublin w niedzielę, a więc trzy dni po ogromnym wysiłku, przyszła kolei na potyczkę z zaliczaną do grona faworytów Wisłą Puławy. Drużyna gości zagrała w podobnym stylu, jak przeciwko Motorowi, bardzo uważnie w grze obronnej. Chełmianka znów pokazała dobrą organizację gry. Początek spotkania dla chełmskiej drużyny był bardzo dobry. W 3 min. po akcji Pawła Wolskiego strzelał Norbert Myszka. Piłka odbiła się od poprzeczki i od murawy. Czy przekroczyła linię bramkową? Jedni mówią, że całym obwodem odbiła się już za linią, inni że nie. W każdym bądź razie sędzia nakazał grać dalej. Do futbolówki doskoczył jeszcze Wolski, ale z 5 metrów nie trafił do bramki. To była świetna okazja. Z każdą minutą rozkręcała się Wisła, ale zbyt wielu sytuacji strzeleckich nie miała. Szukała szczęścia w stałych fragmentach. W pierwszych 45-minutach Cezary Osuch dwukrotnie został zmuszony do interwencji, po strzale Michała Zubera i Macieja Wojczuka z 5 metrów. W 38 min. doszło do kolejnego kontrowersyjnego rozstrzygnięcia. Michał Wołos, co zresztą widać na zdjęciu, prawidłowo powstrzymał Zubera, atakując wślizgiem piłkę. Sędzia Łukasz Szczołko był innego zdania, przyznał gospodarzom rzut wolny i pokazał Wołosowi żółtą kartkę. Tą decyzją zirytował trenera Artura Bożyka, który zareagował dość nerwowo, za co został ukarany czerwoną kartką i odesłany na trybuny.

W drugiej połowie Wisła dalej atakowała, ale nie potrafiła w żaden sposób przedrzeć się przez dobrze zorganizowaną defensywę. Chełmianka próbowała kontratakować, w 67 min. zdobyła nawet gola, ale sędzia pokazał spalonego. I choć gospodarze nacierali do samego końca, to poza sytuacją wprowadzonego w drugiej połowie Szymona Stanisławskiego, po strzale którego świetnie interweniował Osuch, nie byli w stanie stworzyć stuprocentowych okazji. – Nasza organizacja gry znów była na wysokim poziomie, na pewno odczuwaliśmy trudy ciężkiego meczu z Motorem, jednak ponownie zespół był jednością. Wiedzieliśmy, że grając w ten sposób Wiśle trudno będzie nam zagrozić. Dziś trochę szwankowało rozegranie ataku, ale jak wspomniałem, chłopaki mieli jeszcze w nogach spotkanie z Motorem – powiedział po meczu Artur Bożyk, trener chełmskiej drużyny.

WISŁA PUŁAWY – ChKS CHEŁMIANKA 0:0

ChKS: Osuch – Wołos, J. Niewęgłowski, Myszka, Dobrzyński, D. Niewęgłowski, Uliczny, Czułowski, Warecki (73 Kraśniewski), Wolski (60 Hladkyy), Kocoł (76 Kwiatkowski).