Jedna „setka” wystarczyła

W obecnym roku kalendarzowym Chełmianka nie przegrała na wyjeździe jeszcze ani jednego meczu o stawkę. Ba, straciła tylko jednego gola, jeszcze w czwartej lidze w Kocku z Polesiem. Dobrą passę podopieczni Artura Bożyka podtrzymali w Sandomierzu, choć łatwo nie było. Gospodarze stworzyli więcej stuprocentowych sytuacji do zdobycia bramki, ale w sobotnie popołudnie szczęście było z Chełmianką.

Mecz rozegrano na bardzo słabej nawierzchni. Nierówna murawa miała niemały wpływ na poczynania piłkarzy. Spotkanie lepiej zaczęli chełmscy zawodnicy. Do 25 min. mieli optyczną przewagę, jednak nie stworzyli sobie dogodnych okazji do strzelenia gola. Inna sprawa, Wisła dość dobrze broniła przedpola swojej bramki i trudno było przedrzeć się przez zagęszczoną defensywę przeciwnika. Sztuka ta udała się jedynie Michałowi Budzyńskiemu, choć nie do końca, bo jego strzał zablokowali rywale, a dobita Aleksieja Prytuliaka była niecelna. Zaskoczyć obronę gospodarzy próbowali skrzydłowi Przemysław Koszel i Hubert Kotowicz, ale bez rezultatu. Zwłaszcza ten ostatni nie mógł złapać odpowiedniego rytmu gry.

Mecz nie był jakimś wielkim widowiskiem, na co wpływ miała wspomniana wcześniej murawa. Wisła w zasadzie nie kwapiła się do szturmu na bramkę Damiana Drzewieckiego. W 29 min. gospodarze stworzyli sobie jedyną w pierwszej części pojedynku groźną sytuację do zdobycia gola. Do wrzuconej miękko z lewego skrzydła piłki w pole karne ruszył Mateusz Michalski. Sprytnie zastawił futbolówkę, przez co rozpędzony Michał Maliszewski wpadł na niego i powalił na murawę. Decyzja arbitra – jedenastka. Drzewiecki wyczuł jednak intencje strzelca, Damiana Judy i w ładnym stylu odbił piłkę. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony był wyrównany, a żadna z drużyn nie postarała się o akcję, która przyniosłaby gola. W sumie pierwsze 45 minut w wykonaniu obu zespołów dość przeciętne, choć woli walki zawodnikom nie można było odmówić.

W przerwie meczu trener Artur Bożyk dokonał dwóch zmian, wprowadzając na boisko Michała Wołosa i Pawła Jabkowskiego. Druga połowa w wykonaniu obu drużyn była zdecydowanie ciekawsza. Wisła w 60 min. mogła zagrozić bramce Drzewieckiego, ale lewoskrzydłowy gospodarzy zamiast do wbiegającego napastnika zagrał piłkę prosto w ręce chełmskiego bramkarza. W 69 min. Chełmianka przeprowadziła składną akcję, zakończoną zdobyciem gola. Wołos zagrał na 25. metr do Mateusza Kompanickiego, ten zauważył wbiegającego z lewej strony w szesnastkę Dawida Niewęgłowskiego, podał w uliczkę, a były zawodnik Lewartu Lubartów nie zmarnował okazji, posyłając piłkę w długi róg. To była pierwsza i jedyna w całym meczu stuprocentowa sytuacja Chełmianki do zdobycia bramki. Najważniejsze, że wykorzystana. Minutę później mogło być 1:1. Po szybkiej akcji i strzale Judy piłka uderzyła w słupek. Wisła ruszyła do przodu odrabiać straty. Trener gospodarzy postawił wszystko na jedną kartę i wpuścił na boisko ofensywnych zawodników. Chełmska drużyna popełniła kilka prostych błędów w defensywie, ale na szczęście przeciwnik nie potrafił ich wykorzystać. Miejscowi stworzyli sobie jeszcze trzy bardzo dobre okazje do wyrównania, jednak za każdym razem strzelali albo obok słupka, albo nad poprzeczką. W samej końcówce goście szanowali piłkę, starając się grać jak najdalej od własnej bramki, by utrzymać jednobramkową przewagę do ostatniego gwizdka sędziego. Sztuka ta w pełni się udała.

 

WISŁA SANDOMIERZ – ChKS CHEŁMIANKA 0:1 (0:0)

0:1 – D. Niewęgłowski (69).

WISŁA: Drzymała – Korona (67 Siepierski), Wilk, Górski, Chorab (85 Beszczyński), Ziółek, Mokrzycki, Nikanowycz, Juda (88 Drapsa), Jakóbczyk (70 Piechniak), Michalski (78 Tur).

ChKS: Drzewiecki – Kwiatkowski, J. Niewęgłowski, Maliszewski, D. Niewęgłowski (89 Chodziutko), Kotowicz (46 Wołos), Uliczny, Prytuliak (73 Chariasz), Koszel (66 Kowalczyk), Budzyński (46 Jabkowski), Kompanicki.

Sędziował: Grzegorz Jabłoński (Kraków). Żółte kartki: Michalski (W), Kompanicki, Koszel, Jabkowski (C). Widzów: 600 (100 z Chełma).