To nie był łatwy mecz. Gospodarze – Tomasovia Tomaszów Lubelski wysoko ustawili poprzeczkę. W pierwszej połowie mieli swoje sytuacje i mogli nawet wygrać. Po zmianie stron kilka okazji wypracowała sobie też Chełmianka. Ostatecznie wynik 0:0 nie krzywdzi żadnej z drużyn.

Zwycięstwo w Zamościu nad Hetmanem do tego stopnia zmotywowało piłkarzy Tomasovii, że uwierzyli oni w sukces w konfrontacji z liderem – Chełmianką. Podopieczni Artura Bożyka doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że w Tomaszowie Lubelskim czeka ich bardzo trudna przeprawa. Tomasovia od pierwszej minuty postawiła twarde warunki. Piłkarze Marka Sadowskiego nie kalkulowali, grali prostą piłkę. Po przejęciu futobolówki przechodzili do szybkich kontrataków, starając się wykorzystać szybkość Krzysztofa Zawiślaka na lewym skrzydle i młodego Damiana Szuty na prawej stronie, najgroźniejszych graczy ofensywnych Tomasovii w pierwszej części gry. Z kolei kierowana przez doświadczonego Piotra Karwana defensywa gospodarzy grała niemalże bezbłędnie. Skrzydłowym Przemysławowi Banaszakowi i Danielowi Chariaszowi trudno było przebić się przez szczelny blok obronny miejscowych. Grający na szpicy Mateusz Kompanicki też nie miał łatwego życia. Defensorzy Tomasovii biegali za nim jak cień, nie oszczędzając napastnika Chełmianki. I choć w pierwszej połowie nieco częściej przy piłce byli zawodnicy trenera Bożyka, groźniejsze okazje do zdobycia bramki stwarzali gospodarze. W 10 min. po szybkiej kontrze piłkę na prawej stronie dostał Szuta, strzelił mocno na bramkę, ale Damian Drzewiecki był na posterunku. Kilka minut później w zamieszaniu w polu karnym piłkę z linii bramkowej wybił Banaszak. Groźnie uderzał też Zawiślak, ale bramkarz Chełmianki bronił jak w transie. Pewnie wychodził do dośrodkowań, będąc w pierwszej połowie spotkania najlepszym zawodnikiem w szeregach gości.

Chełmianka dwukrotnie poważnie zagroziła bramce młodego Patryka Rojka, który jesienią w Chełmie przepuścił aż pięć bramek. Najpierw, po dośrodkowaniu z prawej strony, głową strzelał Banaszak, ale piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. W 35 min. z kolei groźnie z rzutu wolnego z 30 metrów uderzał Kompanicki, lecz Rojek sparował futbolówkę na rzut rożny. W 45 min. Drzewiecki zagrał długą piłkę w kierunku Kompanickiego i gdyby ten od razu zdecydował się na strzał, z pewnością bramkarz gospodarzy znalazłby się w opałach. Napastnik Chełmianki postanowił przyjąć jednak piłkę, a że w pobliżu był Arkadiusz Smoła, szybko zażegnał niebezpieczeństwo.

Od początku drugiej połowy w zespole Chełmianki zagrali Michał Budzyński i Paweł Jabkowski. Wejście tego pierwszego ożywiło grę gości w ataku. „Budzik” kilka razy depnął prawą stroną i w 55 min. znalazł się w dogodnej sytuacji. Wbiegł z piłką w pole karne i zamiast przymierzyć w długi róg, zdecydował się na zagranie wzdłuż bramki w kierunku zamykającego akcję Banaszaka. Sęk w tym, że Banaszak nie zdążył do piłki i dla Tomasovii skończyło się na strachu. W innych akcjach gości brakowało ostatniego dokładnego podania, które otwierałoby drogę do bramki. Gospodarze z kolei w dalszym ciągu grali swoje, szukając szczęścia w szybkich kontratakach. Dwa razy zagrozili bramce Drzewieckiego, ale w obu przypadkach piłka mijała słupek. Im bliżej końca, tym obie drużyny więcej uwagi poświęcały temu, by nie stracić gola. W 81 min. Michałowi Wołosowi na lewej stronie urwał się jeden z zawodników Tomasovii i obrońca Chełmianki musiał ratować się faulem. Wołos za to przewinienie ujrzał żółtą kartkę, a że miał na koncie „żółtko” z pierwszej połowy meczu, sędzia musiał wyciągnąć z kieszeni czerwień. Wydawało się, że grający z przewagą jednego zawodnika gospodarze zepchną chełmian do defensywy i będą chcieli strzelić zwycięskiego gola. Tymczasem Tomasovia wolała obronić jeden punkt, niż narażać się na szybkie kontrataki ze strony zespołu Chełmianki. W doliczonym czasie goście mieli piłkę meczową. Po brzydkim faulu na Banaszaku rzut wolny wykonywał Hubert Kotowicz. Kopnął piłkę w pole karne, futbolówka trafiła pod nogi niepilnowanego Damiana Falisiewicza, ale ten nie wykorzystał dogodnej sytuacji. W ostatniej chwili zblokował go Karwan i strzał defensora Chełmianki był zbyt słaby, by piłka wpadła do bramki. Obie drużyny końcowy wynik przyjęły z szacunkiem. – Jeśli nie można wygrać meczu, to trzeba przynajmniej go zremisować. Tomasovia była dziś trudnym przeciwnikiem i biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, w tym czerwoną kartkę dla Wołosa, ten jeden punkt szanujemy – powiedział po ostatnim gwizdku arbitra drugi trener Chełmianki Dariusz Banaszuk.

TOMASOVIA TOMASZÓW LUBELSKI – ChKS CHEŁMIANKA CHEŁM 0:0

CHEŁMIANKA: Drzewiecki – Wołos, Niewęgłowski, Falisiewicz, Kwiatkowski, Banaszak, Kobiałka (85 Krupski), Uliczny (46 Jabkowski), Chariasz (46 Budzyński), Prytuliak (68 Kotowicz), Kompanicki.

Żółte kartki: Szuta, Smoła, Karólak (T), Wołos, Kobiałka, Prytuliak, Jabkowski (C). Czerwona kartka: Wołos w 81 min. za dwie żółte. Sędziował Łukasz Szczołko (Lublin). Widzów: 600 (około 130 z Chełma i Krasnegostawu).