Dwa błędy, brak szczęścia i pierwsza porażka

Mecz dwóch beniaminków był zaciętym widowiskiem i do ostatniego gwizdka trzymał w napięciu. Piłkarze Chełmianki tym razem napotkali na rywala, preferującego siłowy futbol. Goście nie zrobili ani jednej groźnej akcji, a mimo to wyjechali z Chełma z trzema punktami. Pierwszego gola zdobyli po stałym fragmencie gry, drugiego natomiast po stracie piłki przez Pawła Ulicznego. Rzuty rożne i wolne były najgroźniejszą bronią Wiślan. Z przebiegu gry remis byłby bardziej sprawiedliwy.

 

Przed meczem trener Artur Bożyk był zmuszony dokonać dwóch zmian w wyjściowej jedenastce, w porównaniu do tej, która rozpoczęła mecz w Oświęcimiu. Poobijanego Przemysława Banaszaka zastąpił jego imiennik Koszel, zaś za Michała Kobiałkę, który narzekał na bóle pięt, zagrał Michał Budzyński. Na boisku wyglądało to tak, że na pozycji środkowego pomocnika wystąpił Mateusz Kompanicki, Koszel znalazł się na lewym skrzydle, zaś na szpicy spotkanie rozpoczął Budzyński.

Po dwóch zwycięstwach, a zwłaszcza sukcesie w Oświęcimiu, kibice, a także sami piłkarze Chełmianki, mieli duży apetyt na kolejną wygraną. Beniaminek z Jaśkowic nie przyjechał jednak do Chełma po remis, nie zamierzał się kurczowo bronić i tylko od czasu do czasu kontratakować. Ostatnie zwycięstwo u siebie z Wisłą Sandomierz podbudowało drużynę Wiślan. Od pierwszej minuty goście nastawili się na walkę, momentami bardzo ostrą, a świadczy o tym choćby liczba fauli popełnionych na Kompanickim, czy Aleksieju Prytuliaku. Pod względem fizycznym prezentowali się nadzwyczaj dobrze, o wiele lepiej, niż poprzedni rywale chełmskiej drużyny, MKS Trzebinia i Soła Oświęcim.

Chełmianka rozpoczęła mecz w swoim stylu. Podopieczni Artura Bożyka mieli za zadanie jak najdłużej utrzymywać się przy piłce, a po jej stracie, doskoczyć do rywala, by natychmiast odebrać mu futbolówkę. Wiślanie dobrze jednak przygotowali się do zawodów. Wiedzieli o mocnych stronach chełmskiej drużyny, dlatego też gospodarze rzadko kiedy skutecznie atakowali prawą stroną, z której do tej pory w każdym meczu były adresowane piłki w pole karne. Będący ostatnio w dobrej formie Hubert Kotowicz w zasadzie tylko raz dokładnie dograł piłkę, w 37 min., podając ją wzdłuż bramki. Do futbolówki dopadł Koszel, ale z 5 metrów trafił w bramkarza. Cztery minuty wcześniej Chełmianka miała idealną szansę na gola. Prytuliak wypuścił w „uliczkę” Budzyńskiego, a ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem posłał piłkę w słupek. „Budzikowi” zabrakło szczęścia…

Goście zagrażali przeważnie po stałych fragmentach gry, wykorzystując wzrost kilku rosłych zawodników w tym doświadczonego Łukasza Popieli. To właśnie ten zawodnik najczęściej zagrażał bramce Damiana Drzewieckiego. Z pierwszym strzałem głową Popieli Drzewiecki dał radę, broniąc w ładnym stylu. W 44 min. Popiela był już bezbłędny. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i zamieszaniu pod bramką Chełmianki wykazał najwięcej sprytu, wpychając z 3 metrów piłkę do siatki. Inna sprawa, że nienajlepiej przy centrze zachował się Drzewiecki, który wyszedł do piłki, ale jej nie sięgnął. A obrońcy też nie dali rady jej wybić.

Początek drugiej połowy w wykonaniu Chełmianki nie był najlepszy. Gospodarze szukali właściwego rytmu gry, a przeciwnik wcale nie zamierzał ułatwiać im zadania. W dodatku w 52 min. prosty błąd w środku boiska popełnił dobrze dotąd grający Paweł Uliczny. Stracił piłkę, Wiślanie szybko rozegrali akcję, obrońcy gospodarzy pozostawili za dużo wolnego miejsca rywalom i Dariusz Żaba strzałem w długi róg z 12 metrów pokonał Drzewieckiego. Miejscowi mogli strzelić kontaktowego gola w 62 min. Prawą stroną przedarł się pracowity w tym spotkaniu Kompanicki. Ograł rywala i podał do Prytuliaka. Ten zamiast strzelać, zostawił piłkę Danielowi Chariaszowi, którego nieco zbyt lekkie uderzenie zablokowali obrońcy. Chełmianka dążyła do zdobycia bramki, ale przez większość czasu biła głową w mur. Przeciwnik natomiast grał bardzo agresywnie, dużo faulował, niestety, rzeszowski arbiter Sebastian Godek nie zawsze był konsekwentny i momentami podejmował kontrowersyjne decyzje, by nie powiedzieć krzywdzące gospodarzy. W 78 min. arbiter powinien pokazać na jedenasty metr, po tym, jak jeden z obrońców z Jaśkowic wyciął w „szesnastce” Prytuliaka. Zamiast karnego była żółta kartka dla najlepszego strzelca gospodarzy za „brawa”, jakimi nagrodził Ukrainiec sędziego. Wreszcie w 88 min. po błędzie bramkarza gości Piotr Chodziutko strzałem z 25 metrów posłał piłkę do pustej bramki i dał swojej drużynie nadzieje na remis. Podopieczni trenera Bożyka ruszyli do przodu z jeszcze większym animuszem, ale Wiślanie jednobramkowe prowadzenie obronili do ostatniego gwizdka sędziego. Z przebiegu meczu Chełmianka na remis zapracowała. Piłkarsko nie była gorsza od przeciwnika. Na pewno niejeden jeszcze zespół straci z Wiślanami punkty, bo w tej lidze niełatwo grać z drużyną dobrze preferującą siłowy futbol.

Najbliższą okazję od zrehabilitowania się podopieczni Artura Bożyka będą mieli w sobotę 26 sierpnia. O godz. 17.00 w Sandomierzu zagrają z kolejnym beniaminkiem, Wisłą, która w ostatnią niedzielę nieoczekiwanie zwyciężyła faworyzowaną Stal Rzeszów 2:0. Chełmskim kibicom piłkarze trenera Bożyka zaprezentują się w środę 30 sierpnia. O 17.00 na stadionie miejskim zmierzą się ze Stalą Rzeszów (przedsprzedaż biletów od wtorku 22 sierpnia, godz. 9.00 – 14.00 w klubie i od 9.00 do 17.00 w Zakładzie Szewskim Jacka Skwaronia ul. Lwowska 6).

 

ChKS CHEŁMIANKA – WIŚLANIE JAŚKOWICE 1:2 (0:1)

0:1 – Popiela (44), 0:2 – Żaba (52), 1:2 – Chodziutko (88).

ChKS: Drzewiecki – Wołos, J. Niewęgłowski, Maliszewski, D. Niewęgłowski (80 Kowalczyk), Kotowicz (70 Kwiatkowski), Kompanicki, Uliczny, Koszel (60 Chodziutko), Prytuliak, Budzyński (60 Chariasz).

WIŚLANIE: Ropek – Kuliszewski, Galos, Sikora, P. Morawski, Bębenek (83 Węgrzyn), M. Morawski, Żaba (67 Czarnecki), Popiela, Krasuski (76 Labut), Wcisło (67 Białek).

Sędziował: Sebastian Godek (Rzeszów). Żółte kartki: Wołos, D. Niewęgłowski, Maliszewski, Prytuliak (C), Sikora, P. Morawski, Żaba, Krasuski, Białek (W). Widzów: 600.