Tylko trzy punkty – taki był cel piłkarzy Chełmianki w meczu przeciwko Karpatom Krosno, z którymi ostatnie zwycięstwo u siebie chełmski zespół odniósł w sezonie 2012/2013. Cel został zrealizowany i gdyby podopieczni trenera Bożyka zagrali skuteczniej, już po 45 minutach prowadziliby różnicą dwóch, a może też i trzech bramek.

Chełmianka Chełm – Karpaty Krosno

W tej lidze nie ma słabych drużyn, o czym niejeden zespół zdążył się już przekonać. Trudno też wskazać wyraźnego faworyta poszczególnych spotkań, bo ekipa z dolnych rejonów tabeli potrafi wygrać z liderem i to na jego boisku, o czym w sobotę przekonała się Soła Oświęcim, przegrywając ze Spartakusem Daleszyce. Chełmianka, choć grała z niżej notowanym przeciwnikiem, pewna sukcesu nie była, a sam mecz pokazał, że Karpaty nie zaliczają się do słabeuszy.

Podopieczni Artura Bożyka zdążyli już zapomnieć o meczu na Arenie Lublin z Motorem i nieuznanej choć prawidłowo zdobytej bramce przez Mateusza Kompanickiego. Bardzo chcieli wrócić na zwycięską ścieżkę i od samego początku spotkania z Karpatami starali się narzucić swój styl gry. Pierwsze minuty były wyrównane, ale po kwadransie gry zarysowała się już przewaga Chełmianki. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Artur Bożyk powiedział, że jego podopieczni rozegrali jedną z najlepszych „połówek” w rundzie jesiennej. I trudno nie zgodzić się z opinią szkoleniowca, bo gra gospodarzy kleiła się, a kilka akcji zostało rozegranych na dobrym poziomie. Chełmianie imponowali też walecznością, w czym najbardziej widoczny był Paweł Jabkowski, i w odbiorze piłki. Szkoda tylko, że przynajmniej jeszcze jedna ich akcja nie zakończyła się zdobyciem gola. A sytuacji ku temu było sporo. Bramka padła w 23 min., kiedy to przeciwnik miał problem z wyjściem z piłką z własnej połowy. Ponieważ Chełmianka zagrała wysokim pressingiem, jeden z obrońców z Krosna nie miał do kogo zagrać i wycofał piłkę do swojego bramkarza. Mateusz Krawczyk nie trafił w futbolówkę, bo ta „podskoczyła” na kępce trawy i kompletnie zmyliła zawodnika gości. Z kiksu golkipera Karpat skorzystał atakujący go Przemysław Banaszak, który ze stoickim spokojem posłał piłkę do pustej bramki. Takiego gola kibice w Chełmie chyba jeszcze nie widzieli. W powiedzeniu „szczęście sprzyja lepszym” jest jednak dużo prawdy. Przed samą przerwą po ładnej szybkiej akcji Banaszak próbował wyłożyć piłkę świetnie ustawionemu Michałowi Budzyńskiemu, ale powracający obrońca w ostatniej chwili wybił ją na rzut rożny. Swoją okazję miał też Michał Kobiałka. W tej części gry Karpaty tylko raz poważnie zagroziły bramce Damiana Drzewieckiego. W środkowej strefie boiska, jeszcze przy stanie 0:0, Dawid Cempa wygrał główkowy pojedynek, przedłużył piłkę w kierunku Grzegorza Gawle, który zmarnował stuprocentową sytuację do zdobycia gola.

W drugiej połowie niemający nic do stracenia zespół gości śmielej zaatakował bramkę Drzewieckiego. Wypracował sobie dwie wyśmienite okazje strzeleckie, ale w obu przypadkach chełmski golkiper zachował się wręcz wzorowo. Karpaty głównie szukały szczęścia przy stałych fragmentach gry. Chełmianka natomiast próbowała podwyższyć rezultat, stwarzając sobie kilka dogodnych okazji podbramkowych z kontrataku, jednak znów zawiodły dwa elementy piłkarskiego rzemiosła: dokładne podanie, a gdy to już miało miejsce – skuteczność. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry w polu karnym Karpat został sfaulowany Kompanicki. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Kapitan chełmskiej drużyny, Wołos mógł przypieczętować sukces gospodarzy jednak strzelił zbyt lekko i Krawczyk odbił piłkę przed siebie. Całe szczęście, że trzy minuty później dobrze prowadzący zawody arbiter z Krakowa zagwizdał po raz ostatni, bo Karpaty do końca dążyły do zmiany wyniku. Tym samym chełmski zespół przerwał złą passę w meczach z krośnieńską drużyną na własnym stadionie, z którą przegrał trzy ostatnie ligowe mecze (2:3, 1:3, 1:3). Na zwycięstwo z przebiegu meczu w pełni zasłużył. Cieszy też, że piłkarze Chełmianki nie dostali żadnej żółtej kartki, cieszy również powrót na boisko po kontuzjach Michała Kowalczyka i Przemysława Kwiatkowskiego. Na kolejny mecz do gry powinien być też gotowy Jakub Niewęgłowski, który w spotkaniu przeciwko Karpatom znalazł się już w kadrze meczowej. Do dawnej dyspozycji wraca też Michał Maliszewski, który trenuje już na pełnych obrotach.

W 15. kolejce rundy jesiennej Chełmianka zagra po raz pierwszy w historii z Unią Tarnów na jej stadionie. Spotkanie odbędzie się w sobotę 4 listopada o 14.00.

 

ChKS CHEŁMIANKA – KARPATY KROSNO 1:0 (1:0)

1:0 – Banaszak (23).

ChKS: Drzewiecki – Jabkowski, Wołos, Chodziutko, D. Niewęgłowski, Kotowicz (72 Prytuliak), Kobiałka, Uliczny, Kompanicki (90+2 Koprucha), Budzyński (67 Kwiatkowski), Banaszak (79 Kowalczyk).

KARPATY: Krawczyk – Świech, Kołodziej, Gawle, Dudek, Kantor (90 Kolbusz), Wawoczny, Białasik (59 Wcisło), Kuliga, Mordec, Cempa.

Sędziował: Mateusz Czerwień (Kraków). Żółte kartki: Wawoczny, Kołodziej, Mordec, Kantor (K). Widzów: 300.