Tego meczu Chełmianka nie musiała przegrać. Podyktowany za nieroztropne zachowanie się w polu karnym Huberta Kotowicza rzut karny na pewno ustawił spotkanie, ale gdyby goście w pierwszej połowie wykorzystali swoje sytuacje, a sędziemu nie zabrakło odwagi przy ewidentnej ręce obrońcy KSZO we własnym polu karnym, końcowy wynik mógłby inny.

Chełmianka znów zagrała bez swoich najbardziej doświadczonych piłkarzy, leczących urazy, Tomasza Brzyskiego i Grzegorza Bonina. Trener Tomasz Złomańczuk nie mógł jeszcze skorzystać z Dawida Brzozowskiego, a kilkanaście godzin przed meczem z kadry z powodu przeziębienia wypadł młody Dominik Dąbrowski, którego szkoleniowiec szykował do gry od pierwszej minuty.

Sam mecz mógł się podobać. Oba zespoły, co było widać na boisku, bardzo chciały wygrać. Pierwszą okazję stworzyli sobie gospodarze. Po przypadkowym zderzeniu się Łukasza Mazurka z Michałem Wołosem, w sytuacji sam na sam już w 4 min. znalazł się Szymon Stanisławski. Bramkarz Chełmianki, Sebastian Ciołek do końca wyczekał przeciwnika i złapał piłkę po jego strzale. Miejscowi grali bardzo ostro o czym w 9 min. przekonał się Michał Grądz. Po agresywnym wejściu jednego z zawodników pomocnik gości musiał opuścić na kilka minut boisko z zakrwawionym nosem. Wydawało się, że już nie wróci do gry, ale po udzieleniu pomocy, wychowanek Niedźwiadka ponownie zameldował się na boisku. Chełmianka odpowiedziała w 14 min. mocnym uderzeniem Jakuba Bednary z 30 m, po którym Paweł Lipski z trudem złapał piłkę. W 21 min. chełmianie popełnili całą masę błędów w bocznym sektorze, pozwalając rozpędzić się Marcinowi Kaczmarkowi. Doświadczony ligowiec w polu karnym minął dwóch zawodników gości, a gdy próbował przejść Kotowicza, ten nierozważnie zatrzymał go ręką. Stojący blisko akcji sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Z karnego gola strzelił Wojciech Trochim, choć niewiele brakowało, a Ciołek zdołałby odbić futbolówkę.

Trzy minuty później powinien być rzut karny po drugiej stronie boiska. Z ponad 20 m uderzał Krystian Wójcik, a piłka trafiła w ułożoną w nienaturalny sposób rękę stojącego w polu karnym obrońcy. Arbiter zawahał się, ale ostatecznie nakazał grać dalej. O tym, że Chełmiance należała się jedenastka, po meczu mówił też szkoleniowiec drużyny gospodarzy.

Goście w pierwszej połowie byli stroną dyktującą warunki gry. Zepchnęli rywali do obrony, stwarzając sobie kilka dogodnych okazji do wyrównania. W 28 min. po dośrodkowaniu z lewej strony Grądz nie trafił w piłkę, a był w korzystnej sytuacji. Dwie minuty później Chełmianka stworzyła sobie najlepszą okazję do zdobycia gola. Po rzucie różnym dla KSZO podopieczni Tomasza Złomańczuka wyszli z dynamiczną kontrą. Dawid Skoczylas, choć Mężyk łapał go najpierw za koszulkę, potem za spodenki, urwał się rywalowi i niczym sprinter pognał na bramkę Lipskiego. Przed polem karnym zagrał do Oleksieja Prytuliaka, a ten „położył” dwóch obrońców i mając przed sobą tylko bramkarza przymierzył w jego prawy róg. Lipski w ostatnim momencie wystawił nogę i szczęśliwie obronił strzał. W 39 min. wynik spotkania mógł zmienić Wołos, ale posłał piłkę nad poprzeczkę. I choć pierwsza połowa należała do Chełmianki, do szatni w lepszych nastrojach schodzili piłkarze KSZO.

Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. W 46 min. po strzale Jakuba Chrzanowskiego, najlepszego zawodnika w szeregach KSZO, piłka o centymetry minęła chełmską bramkę. Dwie minuty później Marcin Kaczmarek kropnął z 14 m i tym razem gościom z pomocą przyszła poprzeczka. Miejscowi pilnowali jednobramkowego prowadzenia i szukali okazji do kontrataku, by podwyższyć rezultat. Chełmianka natomiast nie miała nic do stracenia. Atakowała, szukając wyrównującego gola. W 52 min. dobrze grający Bednara zagrał wzdłuż bramki, ale nikt w porę nie dobiegł do piłki. W 60 min. po ostrym faulu zawodnika KSZO kontuzji ręki doznał Przemysław Kanarek i do gry już nie wrócił. Cztery minuty później znów w głównej roli wystąpił arbiter. Do zagranej w tempo piłki wystartował Skoczylas i znalazł się w sytuacji sam na sam z Lipskim. Gracz gości skierował futbolówkę do siatki, ale sędzia gola nie uznał, bo wcześniej odgwizdał spalonego. Decyzja mocno kontrowersyjna, bo w momencie zagrania Skoczylas znajdował się co najmniej na równi z ostatnim obrońcą KSZO. Trener Złomańczuk zagrał vabank i do gry wprowadził jeszcze jednego napastnika, Pawła Myśliwieckigo. Już w 70 min. 30-latek mógł strzelić gola, ale z 25 m minimalnie chybił. Sześć minut później strzał Myśliwieckiego obronił Lipski. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i w 84 min. po kontrataku Stanisławski nie dał szans Ciołkowi posyłając piłkę z 16 metrów w długi róg. W końcówce obie drużyny postawiły głównie na atak. W 90 min. Szydłowski huknął z 16 m w słupek, a chwilę potem, bliski zdobycia kontaktowego gola był Dawid Salewski, który z kilku metrów wcelował w bramkarza. Jeszcze w doliczonym czasie gry Chrzanowski groźnie strzelił głową, ale Ciołek instynktownie zdołał obronić, a w rewanżu „bomba” Bednary trafiła w słupek. Chełmianka ostatecznie uległa KSZO, ale z przebiegu gry na jeden punkt zasłużyła.

W kolejnym ligowym spotkaniu zespół trenera Złomańczuka zmierzy się u siebie z Wólczanką Wólka Pełkińska. Spotkanie odbędzie się w sobotę 10 października o 15.00 na stadionie miejskim w Chełmie.

KSZO OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI – ChKS CHEŁMIANKA 2:0 (1:0)

1:0 – Trochim (22 karny)

2:0 – Stanisławski (84)

ChKS: Ciołek – Kotowicz (66 Myśliwiecki), Mazurek, Kanarek (66 Maliszewski), Wołos, Adamski (86 Salewski), Bednara, Wójcik, Grądz, Prytuliak, Skoczylas.