Chełmianka tanio skóry nie sprzedała

Końcowy wynik meczu kompletnie nie odzwierciedla tego, co działo się w środowe późne popołudnie na stadionie w Tarnobrzegu. Chełmianka z przebiegu meczu na pewno nie zasłużyła na tak sromotną porażkę. Podopieczni Artura Bożyka na trudnym terenie grali o pełną pulę. O tym, że byli dla Siarki wymagającym przeciwnikiem, najlepiej świadczą słowa trenera gospodarzy Grzegorza Opalińskiego, który na konferencji komplementował grę chełmskiej drużyny.

Dlaczego zatem Chełmianka z Tarnobrzega wyjechała bez choćby jednego punktu? Wszystko co złe, zaczęło się w 54 min., kiedy to drugą żółtą kartkę za faul na Kargulewiczu, który znalazł się w korzystnej sytuacji, ujrzał Przemysław Kwiatkowski. Trzy minuty wcześniej dostał pierwsze napomnienie, za próbę wymuszenia rzutu karnego. Obie kartki słuszne, nie podlegały żadnym wątpliwościom. Od początku drugiej połowy spotkania do czerwonej kartki Kwiatkowskiego Chełmianka miała całą grę pod kontrolą. Była lepsza, groźniejsza, a co istotne, przeciwnik sprawiał wrażenie całkowicie zagubionego. Zwłaszcza w defensywie, gdzie Siarka miała problemy z odpowiednim ustawianiem się, pozostawiając chełmskim zawodnikom mnóstwo wolnych przestrzeni. Tak właśnie padł gol dla gości. Czarek Osuch złapał piłkę po stałym fragmencie i szybko rzucił ją w kierunku Volodymyra Hladkyego. Ten wygrał pojedynek z przeciwnikiem i popędził z futbolówką na bramkę Siarki. W polu karnym zagrał do niepilnowanego Macieja Kraśniewskiego, a 18-latek uderzył silnie przy krótkim słupku i bramkarz gospodarzy był bez szans. Po chwili znów szybka kontra Chełmianki omal nie zakończyła się golem. Ponownie piłkę na skrzydle dostał Kraśniewski, wbiegł z nią w szesnastkę i uderzył, ale zbyt lekko, by trafić do siatki. Po czerwonej kartce gra się wyrównała, Siarka zaczęła groźniej atakować. Niestety, z każdą minutą coraz więcej błędnych decyzji, krzywdzących Chełmiankę, podejmował sędzia Paweł Bagan z Krakowa. Pokazywał kartki zawodnikom z Chełma, a za te same przewinienia popełnione przez piłkarzy Siarki, nie reagował. Wśród podopiecznych trenera Artura Bożyka rosła frustracja i coraz więcej było złości. Michał Wołos i spółka włożyli w mecz mnóstwo wysiłku, a kilka błędnych decyzji arbitra, który stawia pierwsze kroki w trzeciej lidze, zniweczyły ciężką pracę chełmskich zawodników. Tym bardziej, że w 67 min. arbiter nie zareagował, gdy bramkarz Siarki skacząc do górnej piłki, wystawił kolano i uderzył w plecy walczącego z nim o futbolówkę Norberta Myszkę. Piłkarz Chełmianki z bólu padł na murawę i długo nie mógł się podnieść. Gościom należała się jedenastka. W 71 min., kiedy nic nie wskazywało na to, że Siarka może strzelić gola, zbyt krótkie wybicie piłki przez jednego z obrońców przejął Kargulewicz i z ostrego kąta oddał strzał życia na długi słupek. Piłka wpadła w samo okienko, Osuch nie był w stanie skutecznie interweniować. Chełmianka poszła do przodu i po chwili dostała trzeciego gola. Precyzyjne dośrodkowanie z lewej strony celnym strzałem głową wykończył, pozostawiony w polu karnym bez opieki, Krzysztof Ropski. Mimo gry w osłabieniu goście dążyli do zmiany wyniku i w swoich atakach byli groźni. Szansę na kontaktową bramkę miał Damian Kuśmierz, który dostał dobre dośrodkowanie od Rafała Dobrzyńskiego, ale głową strzelił obok słupka. W 85 min. sędzia pokazał drugą żółtą kartkę Myszce i wykluczył go z gry. Za co? Z trybun ciężko było dojrzeć, co takiego zrobił chełmski stoper, by narazić się na gniew arbitra. W doliczonym czasie Chełmiankę dobił niesamowity Ropski.

W pierwszej połowie do momentu zdobycia bramki Siarka przeważała. Gol padł po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Choć piłkarze Chełmianki doskonale wiedzieli, że Ropski pięć z siedmiu zdobytych bramek w tym sezonie strzelił po wrzutkach ze skrzydeł lub stałych fragmentów, nie zdołali upilnować rosłego napastnika Siarki, który uderzeniem głową pokonał Osucha. O dziwo, po zdobytej bramce, gospodarze przestali grać. Inicjatywę przejęła Chełmianka i do końca pierwszej połowy była częściej przy piłce, stworzyła więcej okazji do zdobycia gola. Pierwszą miał Kraśniewski, lecz źle trafił w piłkę. Kolejną zmarnował Paweł Wolski, który w dogodnej sytuacji wybrał techniczne rozwiązanie i strzelił prosto w ręce bramkarza Siarki. Potem po akcji Wołosa bliski wyrównania był Hladkyy. Ustawiony tyłem do bramki, mając na plecach obrońców rywala, chciał strzelać z pół obrotu, ale źle uderzył futbolówkę i dla gospodarzy skończyło się na strachu. Jeszcze na strzał z dystansu zdecydował się Patryk Czułowski, ale golkiper Siarki był na posterunku. Po pierwszej połowie można było pokusić się o stwierdzenie, że gospodarze, jak nigdy, są do ogrania. Wystarczy ich mocniej zaatakować, wykorzystać wolne przestrzenie. I taki był plan na drugą połowę. Pewnie wypaliłby, gdyby nie feralna 54 minuta…

– Mimo wysokiej wygranej to był dla nas najtrudniejszy mecz z dotychczasowych. Chełmianka to jedna z najlepszych drużyn w tej lidze, jeśli chodzi o przejście z fazy obrony do ataku. Wiedzieliśmy o tym, a mimo to straciliśmy bramkę – mówił na konferencji trener Siarki, Grzegorz Opaliński.

Artur Bożyk, podobnie jak w spotkaniu z Orlętami Radzyń Podlaski, nie mógł prowadzić drużyny z ławki rezerwowych, ze względu na karę, jaką dostał za czerwoną kartkę w meczu z Wisłą Puławy. Mecz oglądał z trybun.

SIARKA TARNOBRZEG – ChKS CHEŁMIANKA 4:1 (1:0)

1:0 – Ropski (13), 1:1 – Kraśniewski (49), 2:1 – Kargulewicz (71), 3:1 – Ropski (75), 4:1 – Ropski (90+4).

ChKS: Osuch – Dobrzyński, Wołos, J. Niewęgłowski, Myszka, Kwiatkowski, Kraśniewski (79 Kuśmierz), Uliczny, Czułowski, Wolski (60 D. Niewęgłowski), Hladkyy (68 Kocoł).

Żółte kartki: Janeczko, Kargulewicz (S), Dobrzyński, Kwiatkowski, Wołos, Myszka, Kocoł. Czerwone kartki: Kwiatkowski w 54 min., Myszka w 85 min. (obie za dwie żółte). Widzów: 800. Sędziował (na słabym poziomie): Paweł Bagan z Krakowa.